Jest koniec maja. Na zewnątrz panuje noc, a niebo przysłaniają ciemne chmury, które raz po raz błyskają zwiastując burzę. Dochodzi trzecia w nocy. Mówią, że to godzina demonów. Od dzieciństwa się tym interesowałam i od dzieciństwa widziałam jego. Jack. Wysoki szatyn o szmaragdowych oczach. Zawsze ubrany w czarną koszulkę i spodnie. Blady. Ale w końcu jest duchem. Raczej nie można się spodziewać super opalenizny.
W pokoju powietrze stało się zimne choć na zewnątrz było około dwudziestu paru stopni. Usiadłam na łóżku i przeczesałam czarne włosy palcami. Kiedy w pomieszczeniu robiło się zimno zawsze wiedziała, że Jack się pojawi. I oto jest. Stoi koło okna, a wokół niego widnieje delikatna poświata. Okrywam się ciaśniej kołdrą i przyglądam mu.
- Sue, czemu nie śpisz?- pyta podchodząc do mnie. W jego głosie słychać lekką naganę.
- Nie mogę spać.- wyjaśniam trochę zachrypłym głosem.
- Jutro musisz wstać do szkoły.
- Wiem. Postaram się zasnąć.- skłamałam.
Wcale nie miałam ochoty spać. Miałam dziwne wrażenie, że coś się wydarzy. I nie będę musiała na to długo czekać.
Jack uśmiechnął się do mnie ciepło. Usiadł na skraju łóżka i delikatnie pogładził mnie po włosach. Odkąd pamiętam był taki opiekuńczy. Zawsze mi pomagał na tyle ile mógł. Duchy nie mogą za wiele zrobić, ale się starał.
- Idź spać. Będę czuwał.- powiedział delikatnie całując mnie w czoło.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego i położyłam s powrotem pod kołdrę.
Na zewnątrz zerwał się lekki wiatr. Niebo rozbłysło, a po chwili rozbrzmiał grzmot. W domu panowała kompletna cisza. Wydawał się, że nawet dom śpi. Kolejny błysk i grzmot. Deszcz zaczął bębnić w szyby. Przez uchylone okno słyszałam szum wody. Błysk i grzmot. Znów szum wody. Było to dla mnie muzyką. Niczym kołysanka dla małego dziecka. Powoli odpłynęłam w sen.
Obudziło mnie pikanie budzika. Otwarłam oczy i wyłączyłam go. Do pokoju wlewały się radosne promienie poranka. Uśmiechnęłam się lekko. Kochałam takie poranki. Z zewnątrz dobiegały mnie odgłosy budzącego się do życia świata. Słyszałam śpiew ptaków, które przelatywały pomiędzy gałęziami przydrożnych drzew. Na ulicy panował niewielki ruch. Co jakiś czas było słychać radosne i uprzejme powitania sąsiadów. No cóż, mieszkałam na przedmieściach miasta gdzie każdy znał każdego, a sąsiadki kiedy ich mężowie wyjeżdżali do pracy zbierały się razem w parku dla dzieci wymieniając świeże ploteczki lub narzekać na swoich mężów.
Wstałam z łózka i powlekłam się do łazienki. Idąc po korytarzu do łazienki słyszałam, że mama krząta się na dole. Westchnęłam. Ciekawe czego tym razem szuka? Pokręciłam głową otwierając drzwi do łazienki. Lepiej tego nie wiedzieć. Pomyślałam. Stanęłam przed lustrem wiszącym nad umywalką. Wzięłam do ręki szczotkę i rozczesałam kruczoczarne włosy. Były proste jak druty, ale za razem miękkie i delikatne, kiedy użyłam odżywki nawet lekko puszyste. Pocieniowana grzywka opadała na lewe oko lekko je przysłaniając. Związałam je w kucyk i sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Wyszorowałam je dokładnie, wypłukałam usta ciepłą wodą pozbywając się resztek piany po paście i spojrzałam jeszcze raz w lustro. Uśmiechnęłam się lekko do mojego odbicia i przesunęłam ciemnozielonymi oczami po moim odbiciu w lustrze. Nie było źle. Wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Wygrzebałam z niej czarną bluzkę na krótki rękaw z białym nadrukiem "VIP" i czarne poprzecierana na udach i piszczelach rurki. Z szuflady wyciągnęłam świeżą bieliznę. Ubrałam się szybko. Zaścieliłam łóżko, wczorajsze ubrania wrzuciłam do wiklinowego kosza na pranie stojącego koło dużej, trzydrzwiowej szafy z jasnego drewna. Miałam niewielki pokój ze ścianami w odcieniu jasnego błękitu, podłogę wyłożoną panelami z jasnego drewna i do tego takie same meble. Pokój był nie za duży i przytulny. Uwielbiałam w nim przebywać. Ale nie tylko dlatego. Był moją oazą spokoju. Mama jest alkoholiczką i często robi jakieś numery jak jest pijana. Tutaj znajduje spokój. Od niej. Od szkoły. Od świata. Westchnęłam zamykając na chwile oczy. Trzeba będzie się powoli zbierać do szkoły. Spojrzałam na zegarek. Niebieskie cyfry na wyświetlaczu mojego cyfrowego zegarka pokazywały siódmą trzydzieści. Do zajęć zostało i jeszcze półgodziny. Wzięłam moją torbę przez ramię i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół do kuchni. Przy stole siedziała mama w brudnej koszuli nocnej. Włosy miała w okropnym nieładzie. Były brudne i sterczały we wszystkie strony. W ręce trzymała szklankę z przezroczystym płynem i obracała ją tak, że ciecz kołysała się w szklance zataczając koła. Mama podniosła na mnie wzrok. Miała taki sam kolor oczu jak ja.
- Cześć.- powiedziałam idąc niepewnie do lodówki.
Nie odpowiedziała. Wzrok miała znów utkwiony w przezroczystym płynie. Nie jestem do niej podobna. Jedyne co po niej odziedziczyłam to kolor oczu. Podobno jestem bardziej podobna do mojego taty, ale nawet go nie widziałam wiec nie wiem. Zostawił mamę zanim urodził się mój starszy brat. Podobno to była tylko wpadka. Po szesnastu latach znów się spotkali i spróbowali być razem, ale nie wyszło. Jednak zostawił po sobie kolejną pamiątkę. Mnie. Po jego odejściu mama popadła w nałogi. Zaczęła palić i pić. Z czasem co raz więcej więc mieszkałam u dziadków kawał drogi za miastem dopóki nie skończyłam dwunastu lat i mama nie zażądała żeby mnie oddali do niej. Niestety dziadkowie musieli się zgodzić. Sama nie wiem czemu. Czy to nie powinno być tak, że dziecko jest tam gdzie nic mu nie grozi i ma bezpieczną przyszłość? Często zastanawiam się jakby to było gdyby mój brat żył. W dniu moich narodzin zginął w strzelaninie. Sprawce natychmiast złapali, ale mój brat zmarł jadąc do szpitala. Pewnie gdyby teraz żył mogłabym z nim mieszkać. Westchnęłam i wyciągnęłam z lodówki truskawkowy jogurt do picia. Schowałam go do torby i wyszłam z kuchni. Otwarłam drzwi biorąc kluczyki z haczyka. Zamknęłam je za sobę na klucz i ruszyłam do mojego ciemnogranatowego Opla Corssa zaparkowanego na podjeździe do garażu.
- Dziecko ubierz jakąś bluzę bo się przeziębisz!- usłyszałam zatroskany głos pani Stenhaus.
Kobieta stała przy skrzynce na listy, a w ręku trzymała dzisiejszą gazetę. Była nie za wysoka i lekko puszysta. Na oko miała koło pięćdziesiątki. Blond włosy miała pokryte siwizną i złapane w koka.
- Jest ciepło, nic mi nie będzie.- zawołałam z uśmiechem.
- Mam nadzieje moje drogie dziecko.- uśmiechnęła się do mnie.- Miłego dnia.- powiedziała machając do mnie na pożegnanie kiedy wsiadałam do samochodu.
- Nawzajem proszę panią- zawołałam i również jej pomachałam zanim wsiadłam.
Zajęłam miejsce za kierownicą i włożyłam kluczyk do stacyjki. Odczekałam chwilę i odpaliłam silnik, który przyjemnie zawarczał. Wrzuciłam wsteczny i ostrożnie wyjechałam na ulicę.
Wjechałam na parking szkolny i zajęłam jedno z miejsc. Byłam spóźniona przez to, że stałam w korku. Na szczęście udało mi się skręcić w uliczkę którą wyjechałam na inną ulicę gdzie ruch był szybszy, ale to znaczyło dłuższą drogę do szkoły. Chwyciłam swoją torbę leżącą na siedzeniu obok i wyskoczyłam z samochodu. Przycisnęłam przycisk blokujący zamek w aucie i pobiegłam do szkoły. Na korytarzu było już pusto. Już miałam biec do góry, ale moja uwagę przyciągnęli policjanci rozmawiający z panią Smith, nauczycielką matematyki. Koło nich kręcił się facet w dżinsach, granatowej koszul, marynarce w białe prążki i krzywo zawiązanym krawacie. Jego ciemne włosy były w nieładzie i miał dwudniowy zarost. W ręku trzymał kubek z kawą z automatu. Wydawał się dziwnie znajomy, ale byłam prawie pewna, że wcześniej go nie widziałam. Zapamiętałabym taką twarz. Z ociąganiem ruszyłam na górę do klasy. Pan Blackwood, nauczyciel angielskiego będzie wściekły, że znów się spóźniłam na jego zajęcia. Ja to mam pecha. Jęknęłam w duchu i weszłam do klasy. Nauczyciela nigdzie nie było widać. Wszyscy rozmawiali ze sobą ściszonymi głosami. Kiedy weszłam spojrzeli na mnie, ale po chwili wrócili do swoich spraw. Ruszyłam szybko do swojej ławki. Siedziałam w rogu na końcu klasy z dala od okien. W poprzednich latach zdarzało mi się za bardzo zamyślić patrząc za nie i musiałam zostawać po lekcjach kiedy mnie nauczyciele przyłapali. Wyciągnęłam podręcznik i nie wielką saszetkę na długopis i ołówki. Rozejrzałam się po klasie. Coś mi tu nie gra. Blackwood nie ma w zwyczaju się spóźniać. Zawsze wchodzi do klasy sporo przed lekcją.
- Cześć.- usłyszałam i podniosłam gwałtownie głowę.
Przede mną siedział wysoki, opalony blondyn o niebieskich oczach z włosami w nieładzie. Miał na sobie biały T- shirt i jasne dżinsy. Uśmiechał się do mnie miło.
- Cześć.- odpowiedziałam niepewnie.
- Jestem Nick, a ty Sue, prawda?- uśmiechnął się szerzej.
- Tak.- odpowiedziałam jeszcze niepewnej.
Nie miałam żadnych znajomych ze szkoły, ludzie ze mną nie rozmawiali przez moją sytuację w domu, ale ja też nie szukałam towarzystwa. Znałam Nick' a z widzenia. Mieliśmy razem angielski, chemię, biologię i plastykę, ale jeszcze nigdy się do mnie nie odzywał.
- Miło mi cie poznać.- powiedział wyciągając do mnie rękę.
- Mnie ciebie również...- powiedziałam cicho i uścisnęłam jego rękę.
- Zauważyłem, że zawsze wszędzie chodzisz sama, z nikim nie rozmawiasz na przerwach i pomyślałem, że może porozmawiamy...- uśmiechnął się lekko zakłopotany.
- Nie szukam znajomości, to dlatego.- odpowiedziałam.
- Tak szybko mnie spławiasz?- zaśmiał się, a po chwili ja też zaczęłam się śmiać. Miły jest.
- Nie. Mówiłeś, że zawsze chodzę sama i z nikim nie rozmawiam. To dlatego, ze nie szukam znajomości.- wyjaśniłam.
Nick odwrócił krzesełko do mojej ławki co przyciągnęło kilka ciekawskich spojrzeń.
- Czemu? Jesteś piękna, mądra i tajemnicza. To powinno przyciągać do ciebie facetów z całego stanu.- oparł ręce na mojej ławce.
Zaśmiałam się i spojrzałam na niego.
- Mówisz tak jakbyś nie znał zasad rządzących tą szkołą. I nie tylko tą.
- Nie rozumiem czemu cię oceniają z powodu tego jaką masz matkę.- zmarszczył brwi.- Przyglądam ci się na lekcjach i widzę, że jesteś bardzo inteligentna teraz widzę też, że miła i czarująca.- uśmiechnął się.
- No cóż, tak bywa.- uśmiechnęłam się smutno.- Ale dziękuję.
- Nie ma za co.
Pogrążam się w rozmowie z Nickiem i tak mijają kolejne minuty. Zaskoczyło mnie, ze tak uważnie mi się przygląda i, że tak dużo o mnie wie. Powiedział, ze jego cały czas otaczają fałszywi kumple i ma tego dość. Szuka prawdziwych przyjaciół którym nie będzie zależeć tylko na jego pieniądzach czy wyglądzie. Sama nie wiem czemu, ale mu wierzyłam. W jego niebieskich oczach widniała szczerość i trochę smutek. Kiedy opowiadał mi o swojej rodzinie do klasy weszła pani Kavanoh, dyrektor naszej szkoły. Oczy miała napuchnięte od płaczu, a głos lekko zachrypły.
- Drodzy uczniowie, mam dla was bardzo przykre i smutne wieści.- zaczęła, a ja miałam złe przeczucia co do tego.- Wasz nauczyciel, pan Blackwood nie żyje.- oświadczyła łamiącym się głosem.- Panowie z policji chcieli by was przeszukać.
W klasie panowała cisza. Drzwi się otwarły i do środka weszło dwóch policjantów, a z nimi chłopak ze starszej klasy. Był wysokim, szczupłym, ale dobrze zbudowanym szatynem o ciemnych oczach. Miał na sobie ciemne dżinsy i czarną koszulkę z nadrukiem, ale nie widziałam jakim. Włosy miał do ramion oraz pocieniowane i tak jak ja miał pocieniowaną grzywkę spadającą na lewe oko. Za nim do klasy wszedł ktoś jeszcze. To znów on. Ten facet którego widziałam dziś rano. W klasie rozległ się szmer cichych rozmów.
- Panowie będą was przeszukiwać według ławek.- odezwał się mężczyzna stając przy pierwszym stoliku- A zaczną od tego.- postukał w blat stolika i rozejrzał się po klasie. Jego wzrok spoczął na mnie po czym powoli przesunął go na Nicka.- Wy dwoje.- pokazał na nas.- Idziecie ze mną.- odsunął się od ławki i ruszył do drzwi, a chłopak ze starszej klasy za nim.
Nie pewnie wstałam od stolika, a Nick za mną. Ruszyliśmy do drzwi, a cała klasa wlepiła w nas swoje ciekawskie spojrzenia. Kiedy dotarliśmy do drzwi mężczyzna otworzył je i wyszedł, a my za nim.
- Idźcie proszę do gabinetu dyrektora i zaczekajcie tam na mnie.- powiedział w zamyśleniu i bez słowa wyjaśnień ruszył gdzieś korytarzem.
Kiedy zniknął za rogiem powoli ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora.
- Hej! Zaczekaj!- zawołał Nick podbiegając do mnie.- Gdzie idziesz?
- Do gabinetu tak jak powiedział.- wzruszyłam ramionami.
Czarnowłosy chłopak doszedł koło nas. Nick zmierzył go spojrzeniem.
- Kto to?- spytał mnie.
- Jestem Emil.- odpowiedział chłodno chłopak zerkając na nas z ukosa.
- Teraz już wiesz.- odpowiedziałam otwierając drzwi do gabinetu.
- Jak myślisz o co chodzi? Dlaczego nas zabrał z klasy?- zapytał Nick wchodząc za mną do środka.
- Myślę, że chodzi o śmierć Blackwooda. Dużo rzeczy mi nie gra jak na zwykła śmierć.- powiedziałam zajmując miejsce na czerwonej sofie.
Gabinet był pomalowany na kremowo. Nie było w nim za wiele mebli. Na przeciwko sofy po prawej stronie stało biurko z ciemnego drewna, na przeciwko drzwi do gabinetu znajdowało się okno z widokiem na plac szkoły, a koło okna nie za duża szafka również z ciemnego drewna zamykana na klucz.
- Co masz na myśli?- Nick usiadł obok mnie.
- A czy przy zwykłej śmierci policja przesłuchuje innych i przeszukuje ludzi którzy mieli z nim kontakt?- odezwał się Emil siadając koło Nicka.
- Emil ma rację. Rano widziałam jak policja przesłuchiwała panią Smith. Tam też widziałam tego mężczyznę który zabrał nas z klasy.- usiadłam po turecku i obróciłam się do nich przodem.- To by mogło być samobójstwo, ale coś mi tu nie pasuje...- zmrużyłam oczy patrząc przed siebie i w zamyśleniu przesuwałam palcami po brodzie.
- Gdyby to było tyko samobójstwo nas by nie przeszukiwali.- powiedział powoli Emil.-
- Możliwe, że chodzi o zabójstwo- wymamrotałam w zamyśleniu.
Drzwi do gabinetu otwarły się, a do środka wszedł ciemno włosy mężczyzna z kubkiem kawy z automatu.
- Trawiłaś w dziesiątkę.- zamknął za sobą drzwi i usiadł na blacie biurka.- Blackwood został zamordowany, na dodatek stało się to w szkole. Jego ciało znalazł woźny w schowku na miotły. Kilku nauczycieli widziało go dziś rano, po czym pomiędzy siódmą, a siódmą trzydzieści gdzieś zniknął i znaleziono go pięć minut po ósmej.- wyjaśnił i pociągnął spory łyk kawy.
- Dlatego przeszukujecie uczniów. W szkole to mógł być któryś z nich. Ktoś kto żywił do niego urazę, ale to musiało być coś ważniejszego niż zostawienie po lekcjach czy niesprawiedliwa ocena z klasówki.- mówiłam w zamyśleniu.- Czy znaleziono narzędzie zbrodni?- podniosłam wzrok na mężczyznę, a on się uśmiechnął.
- Podoba mi się twój sposób myślenia. Dobrze wybrałem.- jego uśmiech stal się szerszy.- Nazywam się Dylan McCartney i jestem detektywem kryminalnym. Pozwólcie, że najpierw wyjaśnię wam po co was tu ściągnąłem. Otóż chcę stworzyć tak zwany wydział szkolny. Czyli grupa niepozornych uczniów, którzy będą swobodnie wnikać do społeczeństwa młodzieży i pracować w nim jako tajni agenci. Nikt oprócz mnie i moich ludzi nie będzie o was wiedział. Praca jest oczywiście płatna.- wyjaśnił patrząc na nas.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Ja jako tajny agent? Nie wiem czy się nadaje. Naczytałam się wiele kryminałów i powieści detektywistycznych, ale czy jestem taka jak oni? Sherlockiem Holmem to ja z pewnością nie będę, ale czy to w ogóle możliwe żebym dała radę? Ciszę przerwał Emil.
- Dostaniemy broń?
Dylan zaczął się śmiać. Kiedy się uśmiechał wyglądał dużo młodziej niż normalnie.
- Wiedziałem, że mnie o to zapytasz. Oczywiście, że dostaniecie. Przejdziecie szkolenie jak się nią posługiwać, potem kurs samoobrony. Dostaniecie również służbowe telefony, laptopy i inne gadżety. Jeśli chcecie możecie również otrzymać służbowe samochody.
Spojrzałam na chłopaków. Nie mam wiele do stracenia. Moje życie nie może być już wiele gorsze.
- Gdzie podpisać?- uśmiechnęłam się lekko.
Dylan wyciągnął jakąś kartkę z wewnętrznej kieszeni marynarki i rozłożył ją na biurku.
- Tutaj.- pokazał palcem wykropkowane miejsce i podał mi długopis.
Przeleciałam szybko wzrokiem po umowie i podpisałam w wyznaczonym miejscu. Po mnie podpisał Emil, również pierw czytając umowę. Wróciliśmy na swoje miejsce.
- A ty Nick?- spojrzałam na niego, a on wzruszył ramionami.
- Nie nadaję się do tego.- powiedział cicho.
- Gdybyś się nie nadawał nie wybrał bym cię.- Dylan wyciągnął w jego stronę długopis z szerokim uśmiechem na twarzy.
Po chwili wahania Nick także podpisał umowę. Dylan tłumaczył nam na czym polega nasza praca, co będziemy robić najczęściej i jak to mniej więcej wygląda. Kiedy wspomniał o papierkowej robocie wszyscy zgodnie jęknęliśmy, a on wybuchł kolejnym śmiechem. Nasze plecaki zostały przyniesione do gabinetu. Tak mijały kolejne lekcje, a Dylan pochłaniał ogromne ilości kawy. Uznaliśmy, że jest od niej uzależniony. Kiedy spojrzałam na zegar wiszący w gabinecie dyrektora było już wpół do piątej. Zostało mi pół godziny na przygotowanie się do pracy. Zerwałam się na równe nogi.
- Muszę już iść.- oznajmiłam biorąc do ręki torebkę.
- Gdzie?- Emil spojrzał na mnie pytająco.
- Do pracy w klubie Napoleon.- wyznałam przygryzając lekko dolną wargę.
Źrenice Emila rozszerzyły się pochłaniając niemal cale jego oczy.
- Ty pracujesz?!- zawołał zaskoczony Nick.
- Mnie rodzice nie dają kieszonkowego i nie fundują nowego samochodu jak zdam do kolejnej klasy.- powiedziałam z niesmakiem i chyba smutkiem.
Ale czemu smutkiem? Czy chciałabym tak żyć? Nie jestem pewna. Pewnie wtedy stałabym się zupełnie kim innym. Pieniądze zmieniają ludzi. Często na gorsze.
- Przepraszam...- powiedział z zakłopotaniem Nick.- Nie miałem niczego złego namyśli.
- Jasne, spoko.- wcisnęłam ręce w kieszenie spodni i ruszyłam do wyjścia.- Do jutra.
- Zaczekaj.- usłyszałam za sobą głos Emila.- Zawiozę cię.
- Dzięki, ale mam samochód.- otwarłam drzwi i już miałam wyjść kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
- Będzie szybciej i unikniesz popołudniowych korków.- Emil nie dawał za wygraną.
- A co z moim samochodem?- spytałam. Może jednak uda mi się go jakoś pozbyć.
Ale czy chciałam się go pozbyć? Jakimś dziwnym cudem kiedy go zobaczyłam jak wtedy wszedł do klasy moje serce przyspieszyło. Kiedy jest blisko nie potrafię się uspokoić. To jest irytujące. Ale jakaś część mnie chce z nim przebywać. Pragnie słyszeć jego głos i czuć jego dotyk.
- Dylan czy dało by się coś z tym zrobić?- z zamyśleń wyrwało mnie pytanie Emila.
- Oczywiście, wyśle kogoś by odwiózł ci auto pod dom.- uśmiechnął się i wziął ostatni łyk kawy.
- Słyszysz? Odwiozą go. Tak więc mogę cie podwieźć?- w jego głosie pobrzmiewała nadzieja i coś jeszcze. Coś co było mi ciężko określić.
Westchnęłam zirytowana na siebie i na niego.
- No dobrze.- powiedziałam wychodząc z gabinetu.
Emil zmienił postawę. Znów wydawał się zimny, niedostępny i groźny. I tak szliśmy szybkim krokiem przez szkolny korytarz w milczeniu.
hmm. Ciekawie.. <3
OdpowiedzUsuńTo moja ulubiona chyba <3
Usuń