- Przepraszam za spóźnienie. Miałam ważną sprawę do załatwienia, a potem były popołudniowe korki.- wyjaśniłam nie pewnie.
- Słyszałam, że w waszej szkole było jakieś morderstwo. Oczywiście słyszałam tylko plotkę od Lucy kiedy przyszłam na zmianę.- mówiła tak żebym tylko ja ją usłyszała jakby to była jakaś wielka tajemnica.
- Podobno coś się stało, ale nie wiem co. Nikt nam nic nie powiedział. Dziś rano dowiedzieliśmy się tylko, że Blacwood nie żyje, a potem nas przeszukali. Reszta lekcji mijała w miarę normalnie, ale cała szkoła o tym mówi.- Nina otwarła szeroko oczy kiedy skończyłam mówić.
Ustawiła kilka koktajli na mojej tacy i włożyła w nie parasolki.
- Ciekawe co się stało?- powiedziała w zamyśleniu.
- Nie mam pojęcia.- wzięłam tacę i ruszyłam do stolika numer pięć.
Piątkowy wieczór był okropnie męczący. W klubie był ogromny tłok i szef postanowił zostawić otwarte do dziesiątej w nocy, a nie tylko do ósmej więc siedziałyśmy z Niną po godzinach. Cały czas klęła i mówiła, że musi nam za to dać premię. Na szczęście jutro klub jest nie czynny i będę mogła odpocząć.
O wpół do jedenastej wyszłyśmy z klubu i rozeszłyśmy się w swoją stronę. Nina miała samochód więc szybciej dotrze do domu. Ja tymczasem muszę się wlec przez prawie całe miasto. Może przed północą dotrę. Westchnęłam. Trzeba było jechać swoim samochodem.
- Może podwieźć?- usłyszałam koło siebie znajomy głos.
Odskoczyłam od krawężnika i spojrzałam na auto które jechało zaraz przy nim w moim tempie. Za kierownicą siedział Dylan z kawą w wolnej ręce, a koło niego na siedzeniu pasażera Nick.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się lekko.
Drzwi na tylne siedzenie się otwarły. Nie pewnie wsiadłam do środka czarnego jaguara Dylana. Obok mnie siedział Emil i patrzał za okno.
- Nie zwracaj uwagi na tego buca. Siedzi tak odkąd go zgarnęliśmy w mieście.- powiedział Nick śmiejąc się.
Emil posłał mu zabójcze spojrzenie, ale nic nie powiedział.
- No więc drożyno co powiecie na mały wypad na miasto żeby uczcić wasz początek w wydziale?- zapytał Dylan ruszając z pobocza.
- Jak dla mnie ekstra!- zawołał Nick klaszcząc w dłonie.
- Wybaczcie, ale ja padam z nóg. Dzisiaj był straszny ruch, a szef jeszcze przytrzymał nas w pracy.- masowałam sobie skronie dwoma palcami. Głowa mi pękała.
- Odwieźmy Sue do domu. Możemy jutro gdzieś wyskoczyć po pracy.- niespodziewanie odezwał się Emil.
Już nie patrzał za okno jego wzrok był utkwiony we mnie. Odwróciłam twarz w stronę szyby. Nie potrafiłam dłużej wytrzymać jego wzroku. Za każdym razem kiedy na mnie patrzał miałam wrażenie jakby potrafił mnie przejrzeć... Jakby widział moją duszę. Wzdrygnęłam się. Było w nim coś złowieszczego, coś strasznego, władczego, mrocznego i... Smutnego? Sama nie wiem. Przerażał mnie. Ale ta irracjonalna część mnie pragnęła go. Było w nim coś co mnie do niego ciągnęło. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Emila.
- Zimno ci?
- Nie.- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Drżysz.- w jego głosie było coś jak... Troska?
Ze zdziwieniem stwierdziłam, że ma racje. Drżałam, ale nie było mi zimno. Spojrzałam na moje dłonie splecione na nogach. Trzęsły się niczym galaretka.
- Trzymaj.- usłyszałam Emila tuż przy moim uchu.
Okrył mnie swoją czarną bluzą i wyciągnął z pod niej kucyk. Chwilę gładził włosy kciukiem wpatrując się w nie, ale zaraz zmienił postawę. Znów stał się zimny i straszny. Samochód się zatrzymał na poboczu pod moim domem.
- Jesteśmy.- oznajmił Dylan.
- Tutaj mieszkasz?- w głosie Nicka brzmiało zaskoczenie.
- A coś w tym dziwnego?- zmarszczyłam brwi.
- Wszyscy mówią, że mieszkacie w totalnej ruinie w dzielnicy biednych.- wyjaśnił zawstydzony.
Spojrzałam na dom przez szybę. Był pokryty białymi deskami, miał jeszcze okiennice i drewnianą werandę. Co dwa może trzy lata odmalowywałam dom i naprawiałam to co się uszkodziło. O trawnik dbał mąż pani Stenhaus, a ona dbała o kwiaty. Za każdym razem powtarzała, że u mnie one dużo ładniej wyglądają niż u niej, że dodają uroku temu domowi.
- Brat go wybrał.- powiedziałam w końcu.
Dylan lekko się wzdrygnął. Zanim się urodziłam mama z bratem mieszkali u dziadków, ale potem kiedy chcieli zacząć z moim ojcem wszystko od nowa szukali domu. Jackowi ten się bardzo podobał więc go kupili. Podobno był bardzo drogi wtedy.
- Masz brata?- zdziwił się Nick.
- Miałam.- po tych słowach otwarłam drzwi i wysiadłam.
Do oczu napłynęły mi gorące łzy.
- Dobranoc. - Dobranoc.- usłyszałam cichy głos Emil zanim zamknęłam drzwi.
W kuchni domu pani Stenhaus zapaliło się światło, a potem przed domem. Otarłam oczy i powoli ruszyłam w stronę drzwi. Starsza pani wyszła przed dom z zatroskanym wyrazem twarzy.
- Sue skarbie, wszystko w porządku?- zapytała podchodząc do żywopłotu oddzielającego nasze podjazdy od siebie.
- Tak proszę panią.- uśmiechnęłam się do niej uspokajająco.-Jestem tylko zmęczona po pracy. Szef nas zatrzymał do dziesiątej.
- Martwiłam się dziecko. Kiedy jakiś mężczyzna odwiózł twój samochód myślałam, że coś ci się stało.
- Nie, po prostu znajomy z policji podrzucił mnie do pracy i teraz odwiózł do domu.- wyjaśniłam.
- Cieszę się, że nic ci nie jest.- starsza pani uśmiechnęła się i powoli odsunęła od żywopłotu.- Dobranoc moje drogie dziecko.
- Dobranoc proszę panią.- odpowiedziałam i ruszyłam do drzwi.
Wygrzebałam kluczyki z torby i otwarłam je. Weszłam do środka i s powrotem je zamknęłam na klucz. Cicho weszłam na piętro i ruszyłam do mojego pokoju. W środku było chłodno, a na łóżku siedział Jack. Zerwał się na równe nogi kiedy weszłam.
- Gdzieś ty była?!- zawołał podchodząc do mnie.
- Szef nas dłużej przytrzymał w pracy. Musiałam tam zostać do dziesiątej.- wyjaśniłam zmęczona.
Powoli ruszyłam w stronę łózka zrzucając z siebie po kolei ubrania na podłogę. Nagle stanęłam jak wryta. Miałam na sobie bluzę od Emila. Spojrzałam na ciemny materiał w moich rękach.
- Czemu twój samochód odwiózł jakiś facet?- wypytywać dalej.
- Bo do pracy zawiózł mnie Emil...- odpowiedziałam nieobecna.
Nagle uświadomiłam sobie, że przytuliłam policzek do jego bluzy i wciągnęłam jego zapach. Zamrugam zdezorientowana i rzuciłam ją szybko na krzesło. Jack przyglądał mi się uważnie. Zarumieniłam się i szybko zrzuciłam z siebie resztę ubrań i wciągnęłam luźny czarny T-shirt. - To jego bluza?- zapytał Jack siadając w nogach łóżka.
- Tak...- odpowiedziałam zawstydzona po krótkiej chwili wahania.- Możemy o tym jutro porozmawiać? Jestem wykończona.
- No dobrze.- powiedział lekko zaskoczony.- Dobranoc Sue.
- Dobranoc Jack.- odpowiedziałam już na wpółprzytomna.
Już zasypiałam kiedy odezwał się mój telefon. Zwlekłam się z łóżka i wygrzebałam go z kieszeni spodni. Wróciłam pod kołdrę i odebrałam SMS-a z nieznanego numeru. Śpisz już? Zamrugałam kilka razy. Od kogo to może być? Odpisałam. Dylan? Po chwili przyszła odpowiedź. Hahaha, Zgaduj dalej. Zmarszczyłam brwi. Kto inny mógłby o tej porze... Wystukałam na telefonie odpowiedź. Emil? Chwilę później przyszła kolejna odpowiedź. Brawo! Odpisałam. Czemu piszesz w środku nocy? Przez długi czas nie było odpowiedzi. Może zasnął. Włożyłam telefon pod poduszkę i już miałam iść spać kiedy dostałam SMS-a. Wyciągnęłam telefon i odebrałam wiadomość. Nie wiem. Myślałem o tobie... Zarumieniłam się i wstrzymałam oddech. Myślał o mnie? Ale czemu? I co? Po chwili dostałam odpowiedź. Co co? Westchnęłam lekko zirytowana. Do jakiego wniosku doszedłeś? Przez dłuższy czas nie było odpowiedzi. Obróciłam się na bok i otuliłam kołdrą. Znów wiadomość. Może lepiej idźmy spać. Poczułam ukłucie rozczarowania w sercu. Czemu nie chce mi powiedzieć? Z drugiej strony spodziewałam się tego. Dobranoc Emil. Odpisałam i błyskawicznie dostałam odpowiedź. Dobranoc Sue. Odłożyłam telefon i obróciłam się na drugi bok. Serce mi waliło jak młotem.
Jeśli zauważycie jakieś błędy w tekście, bardzo proszę, napiszcie o nich w komentarzach.
Z góry dziękuję.
Nette
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz