W pokoju rozległo się pikanie budzika. Była 7 rano. Otwarłam powoli oczy. Przez okno do pokoju wpadały promienie pranka, a z zewnątrz dochodziły odgłosy budzącego się świata. Powoli podniosłam się i zwinęłam. Byłam niewyspana. Pewnie będę wyglądać okropnie. Jęknęłam. Muszę iść do pracy. O ósmej przyjedzie po mnie Dylan. Nie rozumiem czemu nie mogę jechać swoim samochodem. Niechętnie wstałam z łóżka i powlekłam do łazienki. Zdjęłam gumkę z włosów i rozczesałam je żeby nie wyglądały jak kupka siana. Wyciągnęłam z szafki ręczniki i powiesiłam je na wieszaku pod prysznicem. Odkręciłam kran i rozebrałam się po czym szybko wskoczyłam pod chłodną wodę, która przyjemnie pobudzała moje zaspane jeszcze ciało. Wycisnęłam trochę szamponu i wmasowałam go we włosy. Spłukałam i umyłam szybko resztę ciała. Zawinęłam włosy w turban na głowie i owinęłam się ręcznikiem. Stanęłam przed lustrem i umyłam zęby. Pomaszerowałam do swojego pokoju. Stanęłam przed szafą i wygrzebałam z niej białą letnią sukienkę ozdobioną przy falbanie zielonymi kwiatami. Do tego naszykowałam sandałki na nie za wysokim koturnie. Wyciągnęłam z jednej z szuflad suszarkę do włosów. Usiadłam na łóżku i ściągnęłam ręcznik z głowy. Wysuszyłam dokładnie włosy, spryskałam je odżywką i ubrałam się w sukienkę i sandałki. Włosy uczesałam w luźnego koka z którego wypadały luźne pasma włosów. Spryskałam się lekko perfumami wzięłam torebkę i zeszłam na dól. W kuchni siedział Jack. Kiedy mnie zobaczył na jego twarzy wykwitł promienny uśmiech.
- Hej.- powiedział przyglądając mi się.
- Cześć.- odpowiedziałam z uśmiechem podchodząc do lodówki.
- Pięknie wyglądasz w tej sukience.- powiedział opierając się oblat kuchenny zaraz koło mnie.
- Dziękuję.- wyciągnęłam z lodówki jogurt do picia i schowałam go do torebki.
- Czy ty jesz tylko jogurty?- zaśmiał się.
- Czasami zjem banana albo pomarańcze, ale przeważnie tak.- odpowiedziałam śmiejąc się.
- Nic dziwnego, że jesteś taka chuda. Jak komar.- powiedział z szeroki uśmiechem dźgając mnie w brzuch.
Spojrzałam na niego spode łba, a on roześmiał się jeszcze raz.
- No co?- zapytał powstrzymując śmiech.
- Nie byłabym taka chuda gdybyś mi gotował.- powiedziałam z udawanym naburmuszeniem.
Jack spoważniał, a z jego oczu zniknęło rozbawienie zastąpione smutkiem. Powiedziałam coś nie tak? Zmarszczyłam brwi.
- Lepiej już idź. Spóźnisz się.- powiedział cicho i zniknął zostawiając mnie samą.
Co mu się stało? Obraził się na mnie? Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez okno w kuchni i zobaczyłam, że na poboczu stoi czarny jaguar. Wzięłam torebkę do ręki i poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stanął Emil. Otworzył szeroko oczy kiedy mnie zobaczył, a jego źrenice rozszerzyły się pochłaniając prawie całą tęczówkę. Był ubrany w ciemne dżinsy i czarny T-shirt z nadrukiem. Ale nie zwróciłam na to uwagi. Moje serce znów przyspieszyło. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję, ale jednocześnie uciec przed nim jak najdalej. Jego usta były lekko rozchylone, a oczy wciąż wpatrzone we mnie. Przygryzłam nie pewnie dolną wargę, a on wciągnął głośno powietrze. Po chwili jego postawa się zupełnie zmieniła. Znów był zimny i niedostępny.
- Cześć.- powiedział w końcu lekko zachrypłym głosem.
- Witaj.- powiedziałam szeptem bez tchu.
Opanuj się! Co ty do cholery robisz?! Masz z nim pracować a ślinisz się na jego widok. Uspokój się, uspokój się, uspokajaj się! Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam na chwilę oczy. Dystans. Nie mogę znajdować się tak blisko Emila. Jak to w ogóle możliwe? Znam go zaledwie od wczoraj, a już ślinię się na jego widok. To absurdalne, irracjonalne zachowanie i uczucia. Wzięłam klucze z haczyka i wyszłam na werandę koło chłopaka. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam za Emilem do samochodu. Był bardzo spięty. Usiadł na tylnym siedzeniu obok Nicka. Obeszłam auto i usiadłam na siedzeniu pasażera obok Dylana.
- Hej.- powiedziałam promiennie do wszystkich wsiadając.
- Cześć, pięknie wyglądasz.- powiedział Dylan z uśmiechem.- Nie często ubierasz sukienki.
- Hej.- usłyszałam zaskoczony głos Nicka.
- Bo rzadko mam na to humor.- zaśmiałam się lekko.- Ale dziękuje za komplement.
- A no tak! Dziś wyjątkowy dzień!- zawołał Dylan, a na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech.- Dasz się zaprosić do restauracji?
Emil otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, a Nick zamrugał zdezorientowany. Spojrzał na Emila i wskazał na nas kciukiem na co Emil wzruszył ramionami i pokręcił głową. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam. Moją uwagę przykuł Dylan. Dzisiaj był ubrany w czarną marynarkę, bordową koszulę i czarne lekko powycierane dżinsy. Pod szyją miał jak zawsze krzywo zawiązany krawat. Uśmiechnęłam się. Przynajmniej dzisiaj zdążył się ogolić. Wyciągnął z kieszeni czarne niewielkie pudełeczko.
- Mam.- uśmiechnął się i przyjrzał mu się.
- Coś mnie ominęło?- zapytał zdezorientowany Nick.
- Czekałem szesnaście lat żeby ci to dać. Prezent ode mnie i od kogoś jeszcze. Wybacz, ale nie mogę powiedzieć od kogo. Myślę, że ta osób sama ci powie.- posłał mi przepraszający uśmiech i wręczył czarne pudełeczko.
- Co jest w środku?- zapytałam przyglądając mu się.
Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Prezent od Dylana i kogoś jeszcze. Ale kogo? Kto mógł szesnaście lat temu kupić dla mnie prezent i czekać aż do teraz.
- Otwórz.- Dylan uśmiechnął się zachęcająco.
Nie pewnie podniosłam wieczko pudełka. Moim oczom ukazał się srebrny naszyjnik w kształcie serca z niewielkim szmaragdem w środku. Był naprawdę piękny. Wyciągnęłam go z pudełka i przyjrzałam mu się niedowierzająca. Ten przepiękny naszyjnik był dla mnie...
- Chcesz go założyć?- usłyszałam głos Dylana.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech i... Troska? Smutek? Trudno zgadnąć. Nie jestem dobra w odczytywaniu uczuć. Prawie niezauważalnie pokiwałam głową. Dylan wziął naszyjnik z mojej dłoni, a ja odwróciłam się do niego tyłem zabierając włosy na bok. Czułam na sobie uważny wzrok Emila i Nicka. Po chwili naszyjnik zawisł na mojej szyi. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Pięknie wyglądasz.- usłyszałam za sobą głos Emila.
Odwróciłam się do niego i posłałam promienny uśmiech.
- Dziękuję.
W biurze musiałam się przebrać. Teraz jestem ubrana w czarne rurki i czarną czystą bokserkę. Byliśmy wszyscy w pokoju. Pomieszczenie było nie za duże i pomalowane na niebiesko, meble były z ciemnego drewna. Skórzna dwuosobowa kanapa stała pod oknem, z którego był widok na parking. W pomieszczeniu stały cztery biurka, dwa po prawej, a dwa po lewej stronie. Ja i Dylan mieliśmy swoje stanowisko po lewej, a Nick i Emil po prawej. Przy ścianie na przeciwko ona stała szafka pełna czarnych segregatorów. Pomieszczenie było nie za doże, ale przytulne. Zajęliśmy miejsca na kanapie, a Dylan usiadł na burku na przeciwko.
- No więc co mamy?- zapytałam zakładając nogę na nogę.
- Nie mamy narzędzia zbrodni. Blackwooda znaleziono w schowku na miotły i znalazł go woźny. Na ciele są siniaki i ślady duszenia, ale nie to było przyczyną zgonu. Śmierć była spowodowana przez uderzenie w głowę najprawdopodobniej kijem bejsbolowym bo znaleźliśmy na jego skórze głowy drzazgi drewna i lakieru jakich używa się najczęściej do produkcji kii.- Dylan spojrzał jeszcze do notatek w czarnej teczce po czym spojrzał na nas.
- Myślę, że wcale nie został zabity w szkole.- odezwałam się.
- Ale świadkowie twierdzą, że widzieli Blackwooda już w szkole.- powiedział Nick.
- Blackwood rano jeździ do sklepu po świeżą bułkę.- wyjaśniłam.- Ktoś w tym czasie mógł go dopaść.
- A potem przewieźć ciało i znieść go do schowka.- odezwał się Emil.- A jeśli tak było to musiał przejechać przez bramę szkolną która jest monitorowana i samochód sprawcy będzie na nagraniu.
- No więc drużyno jedziemy po nagrania z kamery szkolnej.- powiedział Dylan odkładając czarną teczkę na biurko obok siebie.
Wstaliśmy z sofy i ruszyliśmy za nim do wyjścia. Na korytarzu mijało nas dwóch sprzątaczy. Oboje byli w szarych kombinezonach i mieli na głowach czapki zasłaniające twarze, więc nie mogłam ich rozpoznać. Zwolniłam na chwilę i obejrzałam się za nimi. Miałam dziwne przeczucie co do nich, ale w sumie jestem tu pierwszy raz i dopiero zaczynam pracę więc moje przeczucia pewnie nie mają żadnych podstaw. Dołączyłam do reszty. Emil wziął swój służbowy motor, a ja z Nickiem zapakowaliśmy się do czarnego jaguara. Dylan usiadł za kierownicom i odpalił silnik. Spojrzałam w stronę budynku. Przez okno z naszego biura dostrzegłam dwóch ludzi, ale nie byłam w stanie określić jak wyglądali. Może to tylko ci sprzątacze. Wyjechaliśmy na ulicę zaraz za Emilem. Dziś nie było korków, ulice świeciły pustkami. No tak dziś był festiwal na plaży w miasteczku niedaleko. Zapewne wszyscy tam pojechali, a ci którzy się nie skusili na imprezę siedzą w domu i oglądają mecz bejsbolowy. Brama na parking szkolny była zamknięta więc Dylan zaparkował samochód na poboczu ulicy. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy na drugą stronę. Przy furtce czekał na nas Emil. W ręku trzymał czarny kask. Znów zaparło mi dech. Wyglądał niezwykle seksownie i niebezpiecznie kiedy tak stał. Opanuj się! Tylko z nim pracujesz. Zacisnęłam usta. Emil przyglądał mi się przez chwilę, ale odwrócił wzrok i ruszył za Dylanem i Nickiem do szkoły. Przy wejściu głównym czekał na nas pani dyrektor i pracownik ochrony.
- Dzień dobry- Dylan podszedł do nich i wymienił z nimi uprzejmy uścisk dłoni.
- Witam.- odezwała się pani dyrektor.
- Dzień dobry.- odpowiedział uprzejmie ochroniarz po czym zmierzył nas wzrokiem.
- Cieszę się, że mieli państwo czas by się z nami spotkać.- powiedział Dylan stając koło nas.
- Cała przyjemność po naszej stronie.- odezwała się pani dyrektor.- Mówił pan, że to ma związek ze sprawą naszego nauczyciela.- ostrożnie dobierała słowa i zmierzyła nas niepewnym spojrzeniem.
- Ach spokojnie. To są moi współpracownicy. Na pewno ich pani zna. Sue Green, Emil Hatchus i Nick Coony, a ja jestem Dylan McCartney, ale to już państwo wiedzą. Sue i chłopaki pracują w moim wydzielę i również prowadzą tą sprawę więc jeśli by państwo mieli coś do przekazania to śmiało mogą państwo się zgłosić do nich. Tylko prosiłbym o dyskrecje.- Dylan obdarzył ich uprzejmym uśmiechem.
- Tak, oczywiście.- wymamrotała pani dyrektor i ruszyła do środka, a za nią pracownik ochrony.- Naszykowaliśmy taśmy o które pan prosił. Niestety nie może ich pan obejrzeć u mnie w gabinecie ponieważ odtwarzacz jest zepsuty, ale użyczymy do tego naszej sali z klubu filmowego.- wyjaśniła otwierając drzwi klasy.- Kasety leżą na biurku. W razie potrzeby jestem u siebie.- zmierzyła nas jeszcze raz wzrokiem i odeszła.
Ochroniarz zniknął już wcześniej. Moim zdaniem zachowywała się trochę podejrzanie. Nie podobało jej się kiedy Dylan powiedział, że pracujemy dla niego. Może i ona jest w to zamieszana?
Weszliśmy do środka i zgasiliśmy światło. Dylan włączył pierwszą kasetę, a my zebraliśmy się wokół monitora starego telewizora. Na parking wjeżdżały i wyjeżdżały samochody. Raz uczniów, a raz nauczycieli. Była dostawa do szkolnej stołówki, ale po za tym nic podejrzanego. Taśma się skończyła. Dylan włączył następną. Kamera zarejestrowała samochód którego nigdy wcześniej tu nie widziałam. Wjechał szybko i po dwudziestu minutach odjechał. Czas na nagraniu pokazywał za pięć ósmą.
- Widzieliście ten samochód?- spytałam patrząc na resztę.
- Tą Mazdę?- zapytał Nick.
- Tak. Tylko ona przyjechała w czasie kiedy zniknął Blackwood i odjechała jeszcze zanim go znaleziono.- wskazałam palcem na zegar na nagraniu.
- Masz raję.- usłyszałam za sobą głos Dylana.- Cofniemy nagranie i zobaczymy tablice.
Dylan przewinął nagranie do momentu kiedy auto wjechało na parking i zatrzymał.
- Znam ten samochód i te numery!- zawołał Emil i wszyscy na niego spojrzeli.- Mój ojczym takim jeździ.
- Jesteś pewien?- zapytał lekko zaskoczony Dylan.
- W stu procentach pewien.- spojrzał jeszcze raz na nagranie, a potem jego wzrok przesunął się na mnie.
- Sprawdzimy to.- Dylan wyciągnął telefon i wybrał jakiś numer.
Po krótkiej rozmowie rozłączył się i schował telefon do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Spojrzałam na Emila, który zacisnął usta w cienki linie.
- Auto jest zarejestrowane na twoją mamę, Taylor to sprawdził. Twój ojczym ma za dużo długów więc sądzę, że poprosił twoją mamę żeby samochód był wzięty na nią. Nigdy jednak się nie spóźnia z ratą.- wyjaśnił Dylan.
- Bo to mama spłaca samochód kiedy Tommy tego nie robi.- warknął Emil.- Jest lekarzem sądowym, a nie potrafi nawet sam samochodu spłacać.- mówił z niesmakiem i pogardą.
Nieświadomie położyłam mu dłoń na ramieniu. Emil odwrócił się w moją stronę, a mnie przeszył zimny dreszcz. Co ja do cholery robię?! W jego oczach dostrzegłam smutek i zagubienie. Zaparło mi dech w piersiach. Wyglądał tak bezbronnie. Poczułam jak gorące łzy cisną się do moich oczu. Tak dobrze go rozumiałam. Spojrzałam szybko na Dylana i dostrzegłam, że uśmiecha się zachęcająco i powoli wycofuje się z pomieszczenia, a razem z nim Nick. O nie, nie, nie. Co oni chcą...? Drzwi za nimi się zamknęły, a ja zostałam sam na sam z Emilem. Stał ze spuszczoną głową, a moja dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu. Zacisnęłam usta i zamknęłam oczy. Powoli podeszłam do niego bliżej i objęłam go delikatnie za szyję. Spodziewałam się, że zaraz mnie odepchnie, ale nie zrobił tego. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił się mocno wtulając twarz w zagłębienie pomiędzy szyją, a moim ramieniem. Nie pewnie zaczęłam go głaskać po miękkich włosach. Usłyszałam jego cichy szloch i poczułam jak żal ściska moje serce. Co miałam zrobić? Emil osunął się na podłogę, a ja razem z nim mocno tuląc do siebie. Szlochał cicho, a jego łzy moczyły moją koszulkę. Siedzieliśmy tak dość długo aż w końcu odsunął się ode mnie i otarł łzy. Jego postawa się zmieniła. Znów wydawał się zimny i niedostępny. Nim zdążyłam się zastanowić co mówię wypaliłam z głupim pytaniem.
- Dlaczego to robisz?- zmarszczyłam brwi, a Emil spojrzał na mnie zdezorientowany.- Dlaczego jesteś taki chłodny i niedostępny?
Emil otwarł szerzej oczy, a jego twarz zdradzała tylko zaskoczenie. To chyba dlatego, że w moim głosie słychać było ból. Jakby to co robił sprawiało mi ból, ale czy tak było? Chyba tak. Za każdym razem kiedy stawał się taki zimny czułam się... źle. Ale dlaczego? Przecież to nie miało najmniejszego sensu. Przez ten cały czas wmawiałam sobie, że nawet nie mogę czuć do niego nic więcej bo razem pracujemy, ale to nie zmieniło tego co do niego czuje. A co ja właściwie do niego czułam? Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Czyżby to była właśnie miłość? Zakochałam się w nim? Ja... Ja... Chyba tak. Chyba się zakochałam.
- Przepraszam.- usłyszałam cichy lekko zachrypły głos Emila.- Nie chciałem ci sprawić tym bólu. Ja... Myślałem, że ciebie to nie obchodzi. Nigdy nawet przez chwilę mi nie pokazałaś, że choć trochę ci zależy więc nie wiedziałem jak mam się zachować. Wiesz... Takie zachowanie odstrasza innych. Nie dręczą mnie bo się boją.- wzruszył ramionami i spuścił głowę.
Wyglądał teraz jak mały zagubiony chłopiec. Moje serce znów zabiło mocniej. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Emil otworzył szeroko oczy i wstrzymał oddech. Delikatnie dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się lekko.
- Mnie nie musisz odstraszać.- powiedziałam z uśmiechem.
Emil lekko skinął głową nie odrywają ode mnie wzroku. Zabrałam dłoń i usiadłam koło niego pod ścianą. Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam na nich głowę.
- Dlaczego twoja mama się zgadza na coś takiego? Dlaczego po protu nie odejdzie od tego faceta?- zapytałam patrząc na niego.
Emil chwilę mi się przyglądał po czym przesunął się pod ścianę obok mnie i chwilę siedział patrząc przed siebie.
- Sam nie wiem. Ona jest chyba z nim szczęśliwa, a ja nie zwracam na niego uwagi żeby nie musiała się mną martwić. Skoro jest z nim szczęśliwa o niech są razem.- wzruszył ramionami.- A ty czemu mieszkasz z mamą?- spojrzał na mnie.
- Teraz? Nie wiem. Kiedyś musiałam, a teraz chyba nauczyłam się z nią żyć i nie chcę żeby stała się jej krzywda. Opiekuje się nią jak mogę choć to strasznie trudne i czasem myślę sobie że jej nienawidzę, że jak tylko będę mogła to ucieknę, ale prawda jest taka że nie potrafię. Kocham ją. W końcu jest moją mamą. Choć zniszczyła mi życie to jednak są pozytywne strony tego wszystkiego.- uśmiechnęłam się lekko.- A po za tym cały czas mam nadzieję, że pewnego dnia przestanie, że obudzę się i będę mieć normalną mamę, której tak na prawdę nigdy nie poznałam.- poczułam jak do oczy napływają mi łzy i płyną po moich policzkach. Otarłam je szybko wierzchem dłoni.
- A co się stało z twoim bratem?- zapytał podając mi chusteczkę.
- Zginął w strzelaninie kiedy się urodziłam. Babcia mówiła, że wlanie miał jechać do szpitala bo się urodziłam. Zmarł od postrzału w klatkę piersiową. Nie zdarzyli go nawet dowieźć do szpitala. Sprawcę złapali i pewnie jeszcze siedzi w wiezieniu. Nie wiem. Nigdy nie chcieli mi za wiele powiedzieć, a mamy nie warto pytać bo i tak nie wie. Po jego śmierci popadła w jeszcze większe picie i zaczęła przedawkowywać leki.- wzruszyłam ramionami i wytarłam policzki mokre od łez.
- W szkole nie jesteś z tego powodu zbyt lubiana.- zauważył przyglądając mi się.
Zaśmiałam się smutno i spojrzałam na niego.
- Oni nigdy nie będą lubić kogoś kto sam musi na coś zapracować. Komu rodzice nie dają kieszonkowego i w prezencie nowych samochodów, a ja jestem zbyt słaba żeby się bronić przed nimi i tak już jakoś zostało. Nie przejmuję się szkołą bo mam wystarczająco dużo zmartwień po za nią.- powiedziałam przeczesując nerwowo grzywkę palcami.
- Rozumiem.
Emil popatrzał przed siebie i po krótkiej chwili się podniósł. Wyciągnął do mnie dłoń i pomógł wstać. Otrzepałam spodnie.
- Chodźmy już stąd bo oni pewnie już nie mają co ze sobą zrobić.- zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Pewnie Nick nie ma co ze sobą zrobić, a Dylan go ciąga za sobą.- uśmiechnęłam się, a Emil wybuchł śmiechem.
W mojej kieszeni zabrzęczał telefon. Odebrałam go już po pierwszym sygnale.
- Halo?
- Sue do szkoły przyjechał ojczym Emila, zmierzają właśnie w waszym kierunku podejrzewam, że idą po taśmy. Uciekajcie stamtąd.- w głosie Dylana pobrzmiewało zdenerwowanie.- Ja zaraz tam będę po was. Tommy jest uzbrojony więc uważajcie.
- Dobrze.- powiedziałam tylko i się rozłączyłam.
Emil podszedł szybko do drzwi i wyjrzał za nie. Zaklął cicho pod nosem.
- Już nie zdążymy wyjść.- powiedział zamykając za sobą drzwi.
Wyciągnęłam kasetę z odtwarzacza schowałam pod bluzkę. Emil uśmiechnął się i podszedł do mnie. Wyłączył odtwarzacz i telewizor. Przyciągnął mnie do siebie. Patrzeliśmy na siebie przez dłuższą chwilę po czym Emil delikatnie mnie pocałował. Kiedy odwzajemniłam przyciągnął mnie do siebie, a drzwi do sali się otwarły. Do pomieszczenia wszedł jego ojczym. Emil zasłaniając mnie sobą odwrócił się w jego stronę.
- Em przepraszam. Już wychodzimy.- wymamrotał, a ja sztucznie zachichotałam.
Przyciągnął mnie do siebie i uniósł lekko, a ja objęłam go za szyję i oplotłam nogami w biodrach. Emil wyniósł mnie z sali zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko zamknęły się za nami odskoczyliśmy od siebie. Wyciągnęłam kasetę z pod bluzki, a Emil wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą do wyjścia. Był taki ciepły. Dopiero teraz dotarło do mnie to co się stało. Pocałował mnie. Był taki delikatny i ciepły. Usta ma niesamowicie miękkie, a ciało umięśnione. Na moich policzkach wykwitły rumieńce kiedy o tym pomyślałam. Spojrzałam ukradkiem na Emila. Uśmiechał się od uch do ucha i szedł przed siebie do wyjścia. Chciałam go zapytać czy zrobił to dlatego, że chciał czy dlatego, że musiał, ale na końcu korytarza dostrzegłam Dylana, który biegł w naszą stronę. Podbiegł do mnie i mocno przytulił. Zaskoczona delikatnie odwzajemniłam uścisk. Odsunął mnie od siebie na odległość wyciągniętych rąk.
- Nic ci nie jest?- zapytał zmartwiony i przyjrzał mi się.
- Jestem cała.- odpowiedziałam zaskoczona.
- Jak wam się udało wydostać? Bylem pewny, że nie zdążycie wyjść.- spojrzał na Emila, a potem znów na mnie.
Oblałam się rumieńcem, a Emil uśmiechnął szeroko.
- A to taka tajemnica zawodowa.- powiedział i puścił do mnie oczko.
oblałam się jeszcze większym rumieńcem i odwróciłam wzrok.
- Mamy kasetę.- powiedziałam zmieniając temat i pokazałam ją Dylanowi.
- Świetnie! Chodźmy stąd zanim Tommy zauważy, że nie ma właściwej taśmy.- Dylan puścił mnie i ruszył do wyjścia, a my zaraz za nim.
Spojrzałam na Emila, który miał absurdalnie szeroki uśmiech na twarzy. Co go tak cieszyło? Spojrzał na mnie, a ja znów oblałam się rumieńcem. Boże, czy już zawsze będę tak na niego reagować? Emil uśmiechnął się jeszcze szerzej i założył na głowę czarny kask. Ja poszłam za Dylanem i Nickiem do czarnego jaguara. Kiedy wsiadłam z przodu na siedzenie pasażera jeszcze raz spojrzałam na Emila i oczami wyobraźni widziałam jego szeroki uśmiech. Emil ruszył spod bramy, a my zaraz za nim.
- Co tam się właściwie stało?- zapytał Dylan kiedy jechaliśmy do biura.
na moich policzkach wykwitły rumieńce. Odwróciłam się w stronę szyby żeby nie mogli tego zobaczyć.
- Pocałował mnie...- powiedziałam cicho.
- Pocałował?- zdziwił się Dylan.
- Tak. Żeby nas stamtąd wydostać to mnie pocałował.- wymamrotałam szybko i cicho.
Dylan zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Niezły sposób.
- Taak...- powiedziałam tylko unikając jego wzroku.
Zawieźliśmy kasetę do biura i dodaliśmy do innych dowodów, ale mnie coś niepokoiło. Nick i Emil rozsiedli się na kanapie ja tymczasem rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu. Czy nie powinno być posprzątane skoro byli tu sprzątacze? Na półkach wciąż leżał kurz, a z kosza wysypywały się zgniecione kartki. Do pomieszczenia wszedł Dylan.
- Coś nie tak?- zapytał patrząc na mnie uważnie.
- Nie, nic takiego.- położyłam palec na ustach żeby ich uciszyć.
- To dobrze.- Dylan zmarszczył brwi.
Podeszłam do biurka i odsunęłam od niego krzesło. Weszłam pod nie i obejrzałam dokładnie blat. Była do niego przyczepiona pluskwa. Odkleiłam ją i położyłam na ziemi po czym rozgniotłam butem. Dylan, Emil i Nick natychmiast sprawdzili następne. Kiedy już przeszukaliśmy biuro Dylan kazał je sprawdzić dokładnie i założyć szyfr w drzwiach. Wyszliśmy na parking przed budynkiem. Emil usiadł na najwyższym stopniu schodów, a ja nieco niżej. Dylan i Nick stali na dole. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi barwiąc niebo w odcieniach czerwieni, pomarańczu, różu i purpury. Było niemal bezchmurne, tylko na zachodzie majaczyło parę zbłąkanych i rozwianych już chmur. Wiatr szeleścił pomiędzy gałęziami drzew, a dookoła panowała przyjemna cisza. Całe napięcie mnie opuściło, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Do niedawna sama podziwiałam takie widoki przez okno mojego pokoju, a dziś siedzę na schodach z trojgiem nowych przyjaciół. Jakie to dziwne uczucie. Taka radość, lekkość tam w środku. Dopiero teraz poczułam jak dopada mnie zmęczenie po całym dniu, ale o krocie wolałam tą pracę od poprzedniej. Podniosłam się ze schodów i otrzepałam spodnie.
- Pójdę się już przebrać i wrócę do domu.- powiedziałam wsuwając dłonie w kieszenie spodni.
- Odwiozę cię, a potem przyjadę po ciebie o dziewiątej, pasuje ci to?- Dylan uśmiechnął się lekko do mnie. Widziałam, że wciąż jest zdenerwowany sprawą podsłuchu u nas w biurze, ale starał się żebyśmy tego po nim nie widzieli.
- Jasne.- uśmiechnęłam się i powoli odwróciłam w stronę wejścia.
Wspięłam się po schodach i zniknęłam za drzwiami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz