Pożegnałam się z Nickem i Emilem po czym wsiadłam do samochodu Dylana. Chwilę później wsiadł Dylan z kubkiem kawy w ręce. Ruszyliśmy z parkingu i powoli jechaliśmy opustoszałymi ulicami miasta. Uśmiechnęłam się delikatnie. Niebo powoli przybierało kolor granatu, a ostatnie promienie słońca wychylały się znad wysokich budynków miasta. Krajobraz powoli się zmieniał w miarę jak jechaliśmy w kierunku przedmieścia. Okolica stawała się bardziej zielona i wesoła. Domy stawały się niższe i bardziej kolorowe. Zdałam sobie sprawę, że do tej pory nie dostrzegałam tego piękna. Po prostu żyłam z dnia na dzień i czekałam na coś niezwykłego. I się doczekałam. Jestem tak bardzo szczęśliwa, że to mnie wybrał Dylan z pośród tych wszystkich osób. Objęłam się ramionami i uśmiechnęłam jeszcze szerzej. Do tej pory byłam sama, a teraz pojawił się Emil, Nick i Dylan, który w sumie zastępuje mi ojca, którego nigdy nie poznałam. Przynajmniej takie mam wrażenie kiedy z nim przebywam. Normalnie dużo czasu mi zajmuje przyzwyczajenie się i zaufanie komuś, ale nie przy nich. Oni dają mi poczucie bezpieczeństwa i nie wiadomo czemu mam do nich pełne zaufanie. Ciężko mi to wytłumaczyć bo sama tego nie rozumiem. Ale coś w nich jest... Coś co sprawia, że czuje się... Dobrze.
Dylan zatrzymał się pod moim domem. Spojrzałam na budynek. Drzwi frontowe były otwarte, a na drewnianej werandzie siedziała mama w wytartych dżinsach i luźnej, ale pasującej do niej ciemno różowej tunice. Byłam jak sparaliżowana. Co ona tam robiła? Dylan również patrzał na to ze zdziwieniem.
- Może lepiej pójdę z tobą.- powiedział i odpiął pas.
Drżącą ręką zrobiłam to samo i nie pewnie otwarłam drzwi samochodu. Czego się tak boję? Przecież to tylko moja mama. Podeszłam do Dylana, który uśmiechnął się do mnie pocieszająco i powoli ruszył chodnikiem do schodów werandy. Mama była wyraźnie zaskoczona jego widokiem.
- Witam pani Green, Dylan McCartney.- podszedł do niej i podał jej dłoń, którą uścisnęła nie pewnie.
- Sara Green, miło mi znów cię widzieć. Ostatnim razem jak cię widziałam miałeś zaledwie szesnaście lat. Wydoroślałeś bardzo.- powiedziała mama uśmiechając się miło.
O czym ona mówiła? Znała Dylana z czasów kiedy był jeszcze młody? Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niespokojnego Dylana. Czym się tak denerwował? Poczułam na sobie spojrzenie mamy. Dylan opiekuńczym gestem objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Odwiozłem Sue do domu.- uśmiechnął się i dla wszystkich ten uśmiech wyglądał na naturalny i spokojny, ale ja wiedziałam, że jest bardzo spięty.
- To miło z twojej strony. A jak się poznaliście?- wyraz twarzy mamy stał się podejrzliwy.
Nie pamiętam jej z czasów kiedy była jeszcze normalna. Teraz wydawała się taka ładna. Włosy miała spięte w koka, a jej cera nawet po tylu latach picia nie wydawała się zniszczona. Jak ona to zrobiła?
- Sue u mnie pracuje.- powiedział ostrożnie Dylan.
- Jako?- mama uniosła pytająco brew.
Napięcie było niemal namacalne, a mnie przeszły dreszcze. Coś tu było nie halo. Miałam wrażenie, że o czymś nie wiem.
- Tajny agent.- powiedział w końcu Dylan.
Zapadła cisza. Dylan odwrócił się do mnie i przytulił troskliwie.
- Będę o dziewiątej.- powiedział cicho i mnie puścił.- Do zobaczenia.- rzucił schodząc już ze schodów.
Odprowadziłam go wzrokiem do samochodu i patrzałam jak odjeżdża. Czułam ukłucie smutku w sercu. Nie chciałam żeby mnie tu zostawiał. Bałam się. Na prawdę się bałam. Czułam na sobie wzrok mamy. Wzięłam głęboki oddech żeby się uspokoić.
- Dobrze wyglądasz.- powiedziałam patrząc na nią.
- Dziękuję.- odpowiedziała.- Wszystkiego najlepszego.- zagryzła wargę i przyjrzała mi się.
- Dziękuję.- odpowiedziałam po chwil ciszy.
Nie miałam pojęcia jak mam z nią rozmawiać. Była dla mnie kimś zupełnie obcym.
- Co tu robisz?- zapytałam w końcu.
Nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Dlaczego doprowadziła się do porządku i czekała tu na mnie?
- Przyjechała dzisiaj babcia z dziadkiem. Wyciągnęli mnie z pokoju i kazali doprowadzić się do przyzwoitości. Pomogli posprzątać dom i zrobić zakupy bo w lodówce były tylko jogurty. Teraz są na cmentarzu, ale za niedługo wrócą.- powiedziała uważnie obserwując moją reakcję.
Byłam zaskoczona tym, że to zrobiła. W ustach mi zaschło, a wargi spierzchły. Oblizałam je lekko.
- Dobrze, cieszę się.- wydusiłam w końcu.
Co innego mogłam powiedzieć? Ta sytuacja była dziwna.
- Sue, posłuchaj. Wiem, że ja nie mam prawa ci mówić co masz robić, ale praca u Dylana... To bardzo zły pomysł.- mama zmarszczyła brwi ze smutkiem i patrzała na mnie uważnie.
Ogarnęła mną złość. Przez szesnaście lat się mną nie interesowała, a tereaz nagle wie co dla mnie dobre?!
- Masz rację. Nie masz prawa mi mówić co mam robić.- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.- Oni są dla mnie jak rodzina. To oni zapewniają mi bezpieczeństwo, które powinnam otrzymać od ciebie! To oni dają mi wsparcie, które powinnam otrzymać od ciebie!- zawołałam i poczułam jak gorące łzy cisną mi się do oczu.- Teraz kiedy zaczęło mi się układać ty znów musisz to zniszczyć! Jak wszystko w moim życiu!
Oczy mamy rozszerzyły się ze zdziwienia i wzięła gwałtowny wdech jakbym ją właśnie spoliczkowała. Odwróciłam się na pięcie ku drzwiom. Kątem oka dostrzegłam stojącą przy żywopłocie panią Stenhaus, ale nie miałam ochoty jej pomachać. Chciałam jak najszybciej zniknąć w swoim pokoju. Szybkim krokiem weszłam do środka i ruszyłam do schodów. Wspięłam się po nich co dwa stopnie i pobiegłam do pokoju. Po policzkach spłynęły mi tak długo powstrzymywane łzy. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie plecami powoli osuwając się na podłogę. Z ust wydobył się głośny szloch. Schowałam twarz w dłonie. Dlaczego akurat teraz? Przecież zaczynało być tak pięknie. Podciągnęłam kolana pod brodę. Cicho szlochałam siedząc na podłodze. W pokoju powoli robiło się ciemno. Dziadkowie zdążyli już wrócić, ale odprawiłam ich na dół mówiąc, że nie mam ochoty rozmawiać. Jacka również odesłałam. Telefon na podłodze obok mnie zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz. To Dylan.
- Halo?- odebrałam.
- Już po ciebie jadę.- usłyszałam trzaśnięcie drzwi samochodu.
- Nie mam ochoty. Możemy to przełożyć?- z ust wyrwał mi się kolejny szloch, a do oczu znów napłynęły słone łzy.
- Sue, co się stało?- w jego głosie było słychać troskę.
- Nic takiego. Przełóżmy kolację.- wychlipałam.
- Sue...
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon obok siebie. Znów się rozpłakałam. Nie minęło piętnaście minut, a usłyszałam trzaśnięcie drzwi samochodu przed domem. Niedługo potem dzwonek do drzwi po czym zamieszanie i oburzony głos babci na dole, który powoli był co raz głośniejszy, aż dotarł pod moje drzwi. Patrzałam tępo przed siebie. Ktoś nacisnął klamkę i delikatnie popchnął drzwi przesuwając mnie po podłodze. Do środka wśliznął się Dylan. Zamknął za sobą drzwi nie zważając na babcię i całą resztę. Usiadł koło mnie i przytulił mnie bez słowa, a ja znów wybuchałam płaczem. Czułam jak delikatnie i uspokajająco gładzi mnie po włosach. I co jakiś czas szepcze do ucha "już dobrze".
- Czemu wszystko się wali kiedy nareszcie zaczyna być dobrze?- zapytałam zachrypłym głosem.
- Nie wiem.- usłyszałam po chwili ciszy.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzy. Dopiero teraz zauważyłam, że Dylan jest ubrany w biały T- shirt z jakimś czarnym nadrukiem, czarną rozpiętą marynarkę i zwykłe dżinsy. W takim stroju wyglądał na dużo młodszego. W sumie tak na prawdę do tej pory nie wiem ile ma lat. Muszę się pozbierać. Chyba dobrze będzie gdzieś pojechać. Odpocząć od tego wszystkiego i ochłonąć. Czułam się strasznie po tym co powiedziałam mamie.
- Czy propozycja kolacji jest dalej aktualna?- zapytałam przeczesując włosy drżącą dłonią.
Poczułam jak Dylan uśmiecha się delikatnie w ciemnościach.
- Oczywiście. Uszykuj się, a ja zaczekam na dole.- nachylił się i pocałował mnie w czoło.
Wstał z podłogi i otworzył lekko drzwi wpuszczając do środka snop światła z korytarza. Wyszedł cicho za drzwi i zamknął je za sobą, a w pokoju znów zapanował mrok. Podniosłam się nie chętnie i zapaliłam lampkę nocną. Ściągnęłam z siebie białą sukienkę i podeszłam do dużej szafy. Wygrzebałam z niej czarną tunikę z różowym nadrukiem w kształcie serca z zaciekami namalowanego farbą. Do tego ubrałam krótkie czarne spodenki i trampki za kostkę, których nie sznurowałam. Wyszłam z pokoju gasząc małą lampkę. Oślepiło mnie światło na korytarzu. Z dołu dobiegały mnie głosy babci i mamy, które najwyraźniej krzyczały na Dylana choć nie mam pojęcia za co. Miałam ochotę uciec znów do mojego pokoju, ale powoli ruszyłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i rozpuściłam włosy, które opadły kaskadą na plecy i ramiona. Rozczesałam je i lekko spryskałam odżywką. Umyłam zęby i twarz. Rzęsy lekko podkreśliłam tuszem, a usta błyszczykiem. Na koniec lekko spryskałam się perfumami i wyszłam z łazienki. Wróciłam do pokoju po telefon i jakąś bluzę po czym zeszłam na dół. Dylan siedział na fotelu w salonie jak skazany, a babcia i mama prawiły mu jakieś morały. W normalnych okolicznościach wydałoby mi się to śmieszne, ale byłam w podłym humorze.
- Wychodzę.- oznajmiłam stając w progu.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a w pokoju zapadła cisza. Dylan powoli podniósł się z fotela i podszedł do mnie. Wyglądał jakby mu ulżyło.
- Gotowa?- spytał i posłał mi pocieszający, a za razem wdzięczny uśmiech.
- Tak.- odpowiedziałam i powoli ruszyłam do drzwi.
Wszyscy byli tak zaskoczeni, że nikt się nie odezwał. Kiedy wsiadłam do samochodu poczułam ulgę.
Podjechaliśmy pod najdroższy klub w mieście. Elita naszej szkoły bywała tu co weekend, ja jeszcze nigdy tu nie byłam, ale wiedziałam o tym miejscu dosyć sporo bo mój znajomy dorabiał tu jako ochroniarz. Często opowiadał mi o bójkach i różnych innych dziwnych lub ekscytujących zdarzeniach. Budynek miał sześć pięter i był zbudowany według stałego schematu. Sale znajdowały się w środku, a dookoła nich przeszklone korytarze z widokiem na miasto i ulice, a z drugiej strony na piękny ogród. Na parterze znajdował się hol i recepcja, na drugim klub gdzie przez całą noc trwała dyskoteka, na trzecim galeria sztuki nowoczesnej, na czwartym restauracja, na piątym hotel, a na szóstym i na dachu ogrody i szklarnia. Zastanawiało mnie dlaczego tak ekskluzywny klub znajduje się tak daleko od centrum. Na dodatek w tak opuszczonej ulicy jak ta. Stały tu tylko trzy bloki, a reszta budynków to były hangary.
Wysiedliśmy z samochodu. Dylan zablokował zamek w drzwiach i powoli ruszył w stronę wejścia, a ja za nim. Ochroniarz tyko spojrzał na Dylana i bez słowa go wpuścił. Kiedy znaleźliśmy się w środku podeszłam do niego bliżej.
- Masz aż takie wpływy?- spytałam żartobliwie.
- A żebyś wiedziała.- zaśmiał się.- Nie ma takiego miejsca w tym mieście do którego bym nie wszedł.
- Jest.- Założyłam ręce na piersi i uśmiechnęłam się chytrze.
- Jakie?- rozbawiony uniósł pytająco brew.
- Mogę cię nie wpuścić do mnie do domu.- zrobiłam minę w stylu "no i co teraz zrobisz ważniaku?"
Dylan wybuchł śmiechem co zwróciło uwagę wszystkich w holu. Zauważyłam parę znajomych twarzy z klasy.
- No cóż... To chyba jedyna przeszkoda.- posłał mi rozbawione spojrzenie.
Uśmiechnęłam się tylko zakłopotana. Dylan wyciągnął telefon z kieszeni i coś w nim sprawdził. Gdy go schował rozejrzał się po dużym pomieszczeniu. Na środku ustawiony była szklana ława, a dookoła niej ustawiane dwie dwuosobowe sofy i trzy fotele. Na jednej z nich siedziała Taylor, wysoka, smukła, błękitnooka blondynka o długich falowanych włosach, które opadały na jej plecy i ramiona. Ubrana była w czerwoną dopasowaną i bardzo krótką- jak dla mnie za krótką- sukienkę na ramiączkach. Obok niej siedział włoski mięśniak Sebastiano, kapitan szkolnej drużyny rugby. Wysoki, umięśniony szatyn o ciemnej karnacji i brązowych oczach. Był w zwykłej białej koszulce i dżinsach. Obejmował Taylor ramieniem. Na drugiej sofie na przeciwko siedziała Moniqa, siostra Sebastiano. Wysoka, szczupła szatynka o oczach takich samych jak u brata. Włosy miała złapane w koka z którego wydostało się kilka lekko kręconych kosmyków. Miała na sobie białą zwiewną sukienkę i wysokie białe zamszowe kozaczki na obcasie. Obok niej po prawej stronie siedział Justin. Większość dziewczyn porównywała go archanioła Gabriela. Piękna blada twarz, o czysto niebieskich oczach. Blond włosy w artystycznym nieładzie opadały mu na czoło. Wysoki, szczupły, ale dobrze zbudowany. Ubrany był podobnie jak Sebastiano- dżinsy i biała T-shirt. Cała grupka przyglądała mi się uważnie. Dziewczyny zmierzyły spojrzeniem stojącego obok mnie Dylana.O matko... W poniedziałek to dopiero będzie. Cała szkoła będzie huczeć od plotek o mnie i Dylanie.
- Poczekaj tu na mnie, idę zapytać o moją rezerwację.- uśmiechnął się niby naturalnie, ale coś go niepokoiło.
Odwrócił się i ruszył w stronę recepcji. Zmarszczyłam brwi. Co on ukrywa tym razem? Podbiegłam do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu. Był bardzo spięty. Odwrócił się w moją stronę i posłał miły uśmiech.
- Dylan, co się dzieje?- zapytałam cicho posyłając mu poważne spojrzenie.
- Sue...- zaczął.
- Powiedz mi. Ich możesz oszukiwać, ale nie mnie. Przecież widzę, że jesteś zdenerwowany.- powiedziałam automatycznie rozglądając się po holu by upewnić się, że nikt nas nie słyszy.
- Omówimy to przy kolacji, dobrze?- uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach krył się strach i troska.
To coś aż tak poważnego? Dylan nie wyglądał się kimś kogo łatwo wystraszyć. Puściłam go, a on odszedł w stronę recepcji. Po drodze wyciągnął telefon i wybrał jakiś numer. Przeszłam przez hol i usiadłam na jednym z czterech wiklinowych krześle ustawionych przy stoliku z wykonanym z tego samego materiału. Stolik był ustawiony niedaleko centrum holu gdzie siedziała Taylor ze swoimi znajomymi. Westchnęłam i wzięłam do ręki jedno z czasopism leżących na stole. Po chwili ktoś do mnie podszedł. Podniosłam wzrok. Przede mną stał Justin. Uśmiechał się miło co dodawało uroku jego twarzy.
- Cześć.- powiedział wyciągając dłoń do mnie.
- Hej.- uścisnęłam ją nie pewnie i odłożyłam czasopismo na stół.
- Mogę się dosiąść?- zapytał unosząc brew i wskazując na krzesło obok.
- Jasne.- wskazałam na krzesło w geście zaproszenie.- Ale czy to nie zniszczy twojej reputacji szkolnej?
Chłopak wybuchł śmiechem, a mnie żołądek podszedł do gardła. Nigdy nikt z takim statusem społecznym nie rozmawiał ze mną. No może prócz Nicka, ale to i tak nie to samo co Justin, nasz własny grecki bóg.
- Mojej nie zniszczy, ale może poprawić twoją.- posłał mi pewny siebie uśmiech.
- Nie zależy mi.- powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
Moja odpowiedź lekko go zaskoczyła, ale nie stracił tej swojej pewności siebie. Oparłam się o oparcie krzesła. Ciekawe co teraz powie.
- Rozumiem...- zaczął.
- Wątpię, ale mów dalej.- odpowiedziałam beznamiętnie.
Justin zdawał się co raz bardziej zakłopotany. Ta sytuacja zaczynała być zabawna.
- No więc...- przerwał szukając odpowiednich słów.
- Niech zgadnę.- odezwałam się, a on spojrzał na mnie lekko zawstydzony.- Wysłali cię żeby zapytać kim jest facet z którym tu przyszłam.- wskazałam na Dylana stojącego w kolejce do recepcji.
- To też, ale...- znów przerwał.
Co z nim nie tak? Nie zachowuje się jak szkolna gwiazda Playboya. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam mu się uważnie nachylając w jego stronę. Oparłam dłonie na stole.
- No więc ten facet to mój szef.- powiedziałam, a Justin jakby odzyskał swoją pewność siebie.
- Umawiasz się z szefem?- zapytał z głupkowatym uśmieszkiem.
- To nie żadna randka. Kolacja urodzinowa.- powiedziała poirytowana.
- Masz dziś urodziny?- zapytał lekko zaskoczony, choć nie rozumiałam co go tak zdziwiło.
- Niee, będą za dwa miesiące, ale mam tak dużo kasy, że mogę odprawiać je co tydzień.- powiedziałam kąśliwie.
Justin zmarszczył brwi najwyraźniej zdenerwowany moją uwagą. Już chciał coś powiedzieć kiedy zamknął usta i spojrzał za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam, że w naszą stronę zmierza ochroniarz. Wyglądał na siedemnaście może osiemnaście lat. Był ubrany w czarny, przylegający T-shirt, czarne spodnie oraz glany. Koszulka świetnie ukazywała jego umięśnioną klatkę i brzuch. Długie kruczoczarne włosy miał związane w luźną kitkę. Justin wyglądał na przestraszonego. Nowo przybyły zmrużył oczy i wskazał na mnie palcem.
- Sue Green?- zapytał z rosnącym uśmiechem.
- Alex.- uśmiechnęłam się szeroko i wstałam by uściskać przyjaciela.
Alex zamknął mnie w żelaznym, przyjacielskim uścisku. Po chwili odsunął mnie od siebie trzymając dłonie na moich ramionach. Przyjrzał mi się uważnie od stup do głowy i s powrotem po czym uśmiechnął jeszcze szerzej.
- Jak zawsze świetnie ubrana.- powiedział ze szczerym zadowoleniem.- Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem to jakąś dziewczynę normalnie ubraną.
- No to teraz masz okazję.- zaśmiałam się.
- Ale się z ciebie piękna dziewczyna zrobiła.- powiedział zaskoczony tym co zauważył.
- Dzięki Alex, ale widzieliśmy się zaledwie dwa miesiące temu.- posłałam mu rozbawiony uśmiech.
- Cicho! Nikt nie musi wiedzieć.- położył mi palec na ustach i rozejrzał się dookoła jakby sprawdzał czy nikt nie słyszał.
Jego spojrzenie zatrzymało się na przerażonym i zaskoczonym Justinie, który siedział z szeroko otwartymi oczami. Alex uniósł brew i spojrzał na niego z miną co najmniej zdezorientowaną. Jestem pewna, że wcześniej go nawet nie zauważył.
- To twój chłopak?- zapytał pokazując palcem na Justina, który zdawał się wstrzymać oddech.
- Alex...- posłałam mu minę pod tytułem "jestem załamana".- Czy ja wyglądam na kogoś kto do nich należy?
Chłopak teatralnie odetchnął z ulgą i uśmiechnął się szeroko. Jego zielone oczy lśniły wesołością.
- Już się martwiłem, że przez ten czas coś ci się stało z psychiką.- Alex mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja wybuchłam śmiechem.
Justin wydawał się urażony tą uwagą, ale oboje go zignorowaliśmy.
- Siadaj, pogadamy chwilę.- wskazałam na wolne krzesło obok siebie, na przeciwko Justina.
- Nie mam za dużo czasu.- posłał mi przepraszający uśmiech.
- Ja też nie. Musimy się spotkać w najbliższym czasie.- dałam mu lekkiego kuksańca w ramię.
- Koniecznie!- Alex usiadł na wskazanym przeze mnie miejscu.- Co ty tu robisz? Nie spodziewałem się zobaczyć cię akurat w takim miejscu.
- Kolacja urodzinowa.- powiedziałam uśmiechając się tajemniczo.
- O Jezu! Zapomniałem o twoich urodzinach!- zawołał i zwrócił uwagę paru osób.- Przepraszam cię...
- Nic się nie stało...- zaczęłam, ale Alex mi przerwał.
- Do północy jeszcze coś ode mnie dostaniesz. Obiecuję.- powiedział z powagą.
Poczułam jak zalewa mnie fala szczęścia. Na mojej twarzy wykwitł szeroki i błogi uśmiech. Miałam ochotę się rozpłakać. Do tej pory nie zauważyłam jakiego mam wspaniałego przyjaciela. Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Alex uśmiechnął się do mnie i pogładził po włosach. Wiedziałam, że Justin przygląda mi się z zainteresowaniem, ale olałam go.
- Dalej pracujesz u tego pracoholika?- zapytał z czułością.
- Nie. Teraz pracuje gdzie indziej. Jak się spotkamy to ci o tym opowiem.- prawie niezauważalnie kiwnęłam głową w stronę Justina, a Alex mrugnął dając znak, że rozumie o co mi chodzi.
Ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i podniosłam wzrok na nie wysokiego mężczyznę. To był Dylan. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Dylan to mój przyjaciel Alex, Alex to mój przyjaciel i szef Dylan.- przedstawiłam ich sobie.
Dylan wyciągnął dłoń, a Alex wstał i uścisnął ją.
- Dylan McCartney.
- Alexander Killey.- oboje uśmiechnęli się uprzejmie.- Czy pan nie jest przypadkiem tym sławnym detektywem?- Alex zmrużył oczy zajmując z powrotem swoje miejsce.
Dylan zacisnął usta w wąska linię i spojrzał na mnie.
- Tak, to ja.- powiedział w końcu.
- To zaszczyt pana poznać.- Alex uśmiechnął się miło.
- Och to nic takiego.- Dylan był co raz bardziej spięty.
Widziałam jak dyskretnie obserwuje otoczenie. Coś się działo, a ja nie wiedziałam co. Przygryzłam lekko wargę i mój wzrok powędrował w stronę Justina, który obserwował to wszystko. Patrzał na mnie zainteresowany tym wszystkim. Dostrzegłam w jego oczach rozbawienie.
- Musimy już iść.- powiedziałam przerywając niezręczną ciszę.
Pierwszy wstał Alex. Podał dłoń Dylanowi na pożegnanie po czym zwrócił się do mnie. Pomógł mi wstać i przytulił mocno.
- Uważaj na tego lalusia.- szepnął mi do ucha tak by nikt nie zauważył po czym odsunął się ode mnie, a ja lekko skinęłam głową.- Wszystkiego Najlepszego. Jeszcze się dziś zobaczymy- uśmiechnął się obiecująco.- Baw się dobrze.- odgarnął mi grzywkę z czoła i dał lekkiego całusa.
- Dziękuję i do zobaczenia.- uśmiechnęłam się.
Alex powolnym krokiem oddalił się od nas.
- Przepraszam, ale ja już muszę iść.- zwróciłam się do Justina.
- Rozumiem.- wstał z miejsca.
Podszedł do mnie, objął mnie za szyję i przyciągnął do siebie. Byłam tak zaskoczona, że nie potrafiłam się ruszyć.
- Zobaczymy się jeszcze.- powiedział mi do ucha i zabrzmiało to jak groźba.
Odzyskałam władzę w rękach i odepchnęłam go od siebie. Justin posłał mi kpiący uśmieszek i powoli odszedł od nas.
- Co to miało być?- zapytał zaskoczony Dylan.
- Nie wiem, ale to było straszne.- objęłam się ramionami.
Dostałam gęsiej skórki, a dłonie mi drżały. Chciałam jak najszybciej uciec od tego typa.
Złożyliśmy zamówienie, a gdy kelner oddalił się na tyle by nas nie usłyszeć spojrzałam poważnie na Dylana. Oparł łokcie na okrągłym stoliku nakrytym białym obrusem i splótł palce przykładając je do ust. Wydawał się bardzo zaniepokojony. Znów rozejrzał się po pomieszczeniu. Restauracja była nie za duża, ale przytulna. Ściany miały ciemny odcień czerwieni i pokrywały je czarne wzory kwiatów. Każdy stolik był odgrodzony od siebie pergolą po której piął się sztuczny bluszcz. Na środku sali znajdował się szwedzki stół dla gości hotelu. Nad nami wisiał nie wielki, papierowy żyrandol w kształcie kuli, który dawał stonowany światło. W pomieszczeniu nie było nikogo prócz nas i obsługi co zdawało się dziwne.
- Sue, posłuchaj.- odezwał się w końcu pół głosem.- Ktoś cię śledzi. Zauważyłaś może wcześniej, że ktoś cię obserwuje?
Dylan patrzał mi prosto w oczy, a mnie przeszły ciarki. Ktoś mnie śledził? Ale kto i po co? Przecież nic nie wiedziałam i nawet nie zaczęliśmy porządnie sprawy. Przygryzłam dolną wargę. Czy zauważyłam to wcześniej? Nie przypominam sobie.
- Od paru dni...- przełknęłam ślinę.- Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale nigdy niczego nie zauważyłam.- powiedziałam cicho.
- Czemu nic mi o tym nie powiedziałaś?- zmarszczył brwi, a w jego głosie pobrzmiewała złość, choć ton był łagodny.
- Bo to tylko przeczucia. Chyba nie muszę się zwierzać ze wszystkiego.- powiedziałam urażona.
- Sue... Masz tak niesamowity dar. Twoje przeczucia i instynkty nigdy się nie mylą, zawsze osądzasz wszystko sprawiedliwie, nigdy się nie mylisz jeśli kierujesz się swoimi instynktami i swoim rozumowaniem. Każde przeczucie musisz brać poważnie, musisz je sprawdzić nawet dziesięć razy.- westchnął.
- To dlatego mnie wybrałeś?- zapytałam cicho.
- Nie tylko...- powiedział po chwili zastanowienia.- Od dzisiaj masz ochronę dopóki nie znajdziemy tego typa. Nigdzie nie chodź sama, dobrze? Zawsze trzymaj się blisko ochrony lub Emila i Nicka. Muszę jeszcze znaleźć ochroniarza który będzie cały czas przy tobie tylko nie wiem komu można ufać. To jest najgorsze w tych wszystkich sprawach. Zawsze musisz polegać tylko na sobie i swoim zespole. Tak liczna ochrona z poza zespołu to i tak zły pomysł, ale lepszy niż pozostawienie cię bez niej.- przeczesał nerwowo włosy palcami.- Jeszcze o tym pomyśle.
Skinęłam głową i przygryzłam wargę. Co za dzień... Zaliczyłam dziś już wzloty i upadki. Zaczęło się tak pięknie, a skończy tak strasznie. Ale chociaż zobaczyłam się z Alexem, zobaczyłam jak wygląda na prawdę moja mama, zobaczyłam się z dziadkami, krótko bo krótko, ale jednak. Wrócę do domu zdmuchnę świeczkę na małej czekoladowej babeczce i pomyślę życzenie. Tak. To dobry pomysł. Może ten dzień nie skończy się dzięki temu tak źle. Kelner postawił przede mną talerz z frytkami polanymi ciemnym sosem pieczeniowym, a do tego dwie surówki. Uśmiechnęłam się. To jakaś miła odmiana. Zazwyczaj jem tylko jogurty i czasem w klubie Napoleon zjem jakąś kolację, ale to bardzo rzadko mi się zdarza. Jack ma rację. Powinnam lepiej się odżywiać. Jestem bardzo chuda. Spojrzałam na Dylana i zauważyłam, że zamówił sobie dużą kawę. Uśmiechnęłam się szeroko powstrzymując śmiech.
- No co?- zapytał uśmiechając się.
- Niiic...- odpowiedziałam śmiejąc się cicho.
- To co cię tak bawi?- zamrużył oczy i nachylił się w moją stronę.
- Czy ty przypadkiem nie jesteś uzależniony od kawy?- zapytałam przygryzając lekko wargę by powstrzymać kolejny śmiech.
Dylan spuścił głowę spoglądając na duży kubek kawy i pokręcił głową śmiejąc się lekko. Podniósł na mnie wzrok uśmiechając się szeroko.
- Chyba jestem.- oznajmił po długiej ciszy.
Oboje parsknęliśmy śmiechem i zabraliśmy się za jedzenie. Kolacja minęła w przyjemnym i wesołym nastroju. Żartowaliśmy i powiadaliśmy sobie śmieszne zdarzenia. Dylan opowiedział mi jak podczas pewnej sprawy znajomi zrobili mu kawał i dolali barwnika do jego szamponu w pracy i przez miesiąc miał różowe włosy, a gdy trzeba było aresztować przestępce to poszedł tak do niego do domu i zapukał jak gdyby nigdy nic. Facet podobno położył się ze śmiechu kiedy pokazał mu odznakę. Opowiadał tak z dobrą godzinę, a gdy skończyliśmy kolację przywołał kelnera. Ten nachylił się do niego i zapytał coś szeptem. Wzruszyłam ramionami i sprawdziłam czy nie mam żadnych wiadomości na telefonie. Kelner się oddalił, a po chwili w sali zgasły wszystkie światła prócz tego nad nami. Z kuchni wyszła cała obsługa niosąc nie duży tort przyozdobiony kolorowymi świeczkami. Wszyscy śpiewali Happy Birthday. Dylan wstał i dołączył się do nich. Kucharz postawił swoje dzieło na stoliku. Zaniemówiłam z wrażenia. Przyłożyłam dłoń do ust i walczyłam ze łzami, które cisnęły mi się do oczu. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Jeszcze nigdy nie miałam takich urodzin. Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam świecki. Wszyscy klaskali i się śmiali. Dylan podszedł do mnie i przytulił mocno. Pachniał kawą i drogimi perfumami. Ten zapach działał na mnie uspokajająco. Kucharz pokroił tort i poczęstowałam nim całą obsługę. W ramach prezentu urodzinowego kolacja była na koszt firmy i dostałam najlepsze czerwone wino jakie mieli. Gdy wyszliśmy z klubu La Rossa było już po jedenasta w nocy. Za nami wybiegł Alex z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Sue! Zaczekaj!- zawołał kiedy szłam do auta.
Odwróciłam się w jego stronę. Podbiegł do mnie i podał wielkie pudło zapakowane w czarny papier ze złotymi wzorami kwiatów. Zamrugałam kilka razy zaskoczona, a Alex uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- To dla mnie?- zapytałam niedowierzająca.
- Tak. Nie miałem dużo czasu i też nie bardzo wiedziałem co mam ci kupić więc wybrałem to. Mam nadzieję, że ci się spodoba.- puścił oczko.
Powoli się oddalił zostawiając mnie z wielkim prezentem. Dylan pomógł mi go zapakować do samochodu. Pudło nie było ciężkie, ale zajmowało sporo miejsca.
- Chłopak się postarał.- powiedział Dylan siadając za kierownicą.
Zajęłam miejsce pasażera i zapięłam pas.
- Zgadzam się.- obejrzałam się jeszcze raz na prezent i uśmiechnęłam lekko.
- Do północy została nam nie cała godzina. Co powiesz na festiwal na promenadzie?- spojrzał na mnie odpalając silnik, który przyjemnie zawarczał.
- Czemu nie.- powiedziałam w końcu i pokiwałam głową uśmiechając się.
- No to ruszamy.- uśmiechnął się szeroko.
Wrzucił bieg i ruszył z parkingu na puste już ulice miasta.
Genialna notka. <33
OdpowiedzUsuńCiekawe co dostała.. hmm.
Zabrakło mi tu Emila.. może go spotkają na promenadzie? nie wiem, ale na pewno będzie genialnie. <33
Na promenadzie będzie dość dużo akcji i w sumie głównie z Emilem :D
Usuń