Wysiadłam szybko z samochodu i ruszyłam do dużego nowoczesnego budynku. W środku otoczyło mnie szkło, metal i marmur. Typowa nowoczesna budowla. Znajdowałam się w recepcji, gdzie nie było nic poza ladą za którą siedziała młoda kobieta, szklaną ławą i białą skórzaną sofą. Podeszłam do lady, a kobieta spojrzała na mnie podejrzliwie. Brązowe włosy miała złapane w kucyka, grzywka równo przycięta sięgała do jej brwi, miała delikatny makijaż, który przyciągała wzrok do jej niebieskich oczu. Pokazałam jej odznakę i upoważnienie od Dylana do odebrania wyników. Recepcjonistka podała mi plakietkę dzięki, której mogłam poruszać się swobodnie po obiekcie. Weszłam do windy i przycisnęłam guzik z cyfrą 4. To tam odbywała się sekcja zwłok i znajdowała kostnica. Po chwili winda zatrzymała się na wybranym przeze mnie piętrze z cichym dings. Wyszłam na ciemny korytarz i rozejrzałam się. Wszystko wyglądało tak jak w tym serialu CSI: Miami brakowało mi tylko porucznika Horatio w tych bajeranckich okularach. Rozejrzałam się jeszcze raz. No i w którą stronę mam teraz iść? Za mną znów zabrzmiał dzwonek windy i drzwi się rozsunęły. Zrobiłam parę kroków w głąb korytarza i obejrzałam się. Z windy wysiadł mężczyzna o rudych włosach w garniturze i okularach z grubymi czarnymi oprawkami. Na oko miał z dwadzieścia parę lat. Chciałam porucznika Horatio to go dostałam. No może był młodszy i miał inne okulary. Mężczyzna zamrugał kilka razy i wyszedł z windy. Hmm... Wypadłoby się odezwać cokolwiek.
- Em... Dzień Dobry, nazywam się Sue Green i pracuje dla Dylana McCartney' a.- powiedziałam nie pewnie i wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Luis Beesley.- uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń.- Detektyw. Trochę mniej sławny niż twój szef, ale dobry.- zaśmiał się i przeczesał przydługawe włosy palcami.- Co cię tu sprowadza panno Green?
- Miałam przeprowadzić sekcje zwłok i jeszcze dziś dostarczyć wyniki. Niestety bez nich nasza sprawa nie ruszy dalej, a poprzednie ktoś ukradł nim dotarły do nas. Tylko, że...- zaczęłam lekko zawstydzona.- Jeszcze nigdy tu nie byłam i nawet nie wiem gdzie mam iść.- powiedziałam przygryzając wargę. Luis zaśmiał się uprzejmie.
- Akurat idę po wyniki sekcji. Zaprowadzę cię i pokaże co i jak.- zaproponował uśmiechając się szeroko.
- Dziękuję.- odwzajemniłam uśmiech. Luis odwrócił się i wskazał kciukiem na korytarz prowadzący w prawo.
- To tam. Ale ostrzegam, że Meggie nie jest zbyt przyjemna. Lepiej załatwić co trzeba i wyjść.- powiedział lekko rozbawiony.
- Rozumiem.- zaśmiałam się.- A korytarz po lewej dokąd prowadzi?
- Do kostnicy i laboratorium.- wyjaśnił i powoli ruszył korytarzem po prawej.
W czarnych kafelkach odbijało się zimne, białe światło lamp nad nami. W przeszklonych biurach każdy coś robił. Czułam się jak na planie filmowym. W końcu dotarliśmy do końca korytarza. Luis zapukał w szklane drzwi i wszedł do środka.
- Witaj Meggie.- powiedział z uśmiechem.
Za biurkiem siedziała kobieta koło trzydziestki. Czerwone włosy miała złapane w szybkiego koka. Ręce i ramiona pokrywała kolorowe tatuaże. Miała na sobie czarną przylegającą bluzkę na ramiączkach i czarne skórzane obcisłe spodnie, które podkreślały jej długie szczupłe nogi i zgrabny tyłek. Kiedy podniosła głowę zauważyłam, że w wardze i brwi ma srebrne kolczyki, ale nie to przyciągało uwagę tylko jej dwukolorowe oczy. Prawe było brązowe, a lewe czerwone. Obie przyglądałyśmy się sobie chwilę. Kobieta zmrużyła oczy i podeszła do nas, a raczej do mnie. Luis przyglądał się jej zaskoczony.
- Sue Green?- zapytała zaskoczona i wyprostowała się otwierając szeroko oczy.
- Tak... A pani...?- zapytałam nie pewnie.
- Nie wiesz kim jestem?- zamrugała zdezorientowana.
- Nie bardzo.- przyznałam marszcząc brwi.
- Pracujesz dla Luisa? Z tego co wiem Dylan chciał, żebyś dla niego pracowała. Jack byłby wkurzony gdyby coś poszło nie tak z tego całego planu. Madame Roza mówiła, że one potrafią być bardzo niebezpieczne kiedy się gniewają.- paplała i bawiła się kolczykiem w wardze w nerwowym geście.
- Chwila.- przerwałam jej. Zmarszczyłam bardziej brwi.- Znałaś mojego brata? Jacka?- powiedziałam niemal bez tchu.
- O Boże! Dziecko ty naprawdę nic nie wiesz.- wyszeptała, a w jej głosie pobrzmiewało przerażenie.- Czyli chyba jednak pracujesz dla Luisa.
- Nie... Nie, ja...- zaczęłam jąkając się.- Pracuje dla Dylana.- dokończyłam osuwając się na małe krzesełko za mną.
- W takim razie nic nie rozumiem.- przysiadła na brzegu biurka wcześniej odsuwając dokumenty. Spojrzała jeszcze raz na mnie.- Masz go. Musisz wiedzieć.- powiedziała przyglądając mi się.
- Co mam?- spytałam zdezorientowana.
- Naszyjnik.- powiedziała pokazują na niego. Podświadomie poszukałam go na moim mostku.
- Dał mi go Dylan w moje urodziny.- wyszeptałam patrząc przed siebie.
- Wiem. Tak miało być.- odpowiedziała nieobecnym głosem.- Czy mogłabyś zadzwonić do Dylana żebym coś sobie z nim wyjaśniła?- zapytała uśmiechając się lekko.
- Jasne.- powiedziałam cicho i wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Wybrałam numer Dylana i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Tak Sue?- był czymś zdenerwowany.
- Dylan... Wiesz... Ktoś chce z tobą rozmawiać.- wydusiłam z siebie. Po drugiej stronie zapadła cisza.- Jesteś?
- Tak. Sue czy ona ci coś powiedziała?- w jego głosie słyszałam nadzieję, ale i przerażenie.
- Nie wiele. Skrawki informacji.- powiedziałam przygryzając wargę.
- Rozumiem.- usłyszałam jego rozczarowany, a za razem spokojny głos.- Daj mi ją.
- Już.- podałam telefon kobiecie i spuściłam głowę.
Czerwonowłosa kobieta wyszła ze swojego biura na korytarz zamykając za sobą drzwi. Przede mną pojawił się Luis. Przez tą całą sytuację całkiem o nim zapomniałam. Mężczyzna przykucnął.
- Ciężka sytuacja, co dzieciaku?- westchnął uśmiechając się współczująco.
- Trochę.- powiedziałam posyłając mu krzywy uśmiech.
Spojrzałam w stronę Meggie. Chyba kłóci się z Dylanem. Czemu tyle spraw jest przede mną ukrywane. Zawsze dotyczą mnie, albo moich najbliższych, a ja nic o nich nie wiem. Dylan najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale dał słowo mamie. Jak ja mam się skupić na śledztwie kiedy mam tyle problemów? Minęło już kilka dni, a my wciąż jesteśmy na samym początku. Od teraz koniec z tym. Życiem uczuciowym i rodzinnym zajmę się po rozwiązaniu tej zagadki. Potrzebowałabym parę dni zostać sama. Poszukałabym wskazówek w książkach i spokojnie pomyślała. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Meggie. Zwróciła mi telefon i znów przysiadła na brzegu biurka. Minę miała chmurną więc chyba nie jest zadowolona z rozmowy. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na mnie.
- Dylan złożył jakąś głupią i bezsensowną obietnice twojej mamie.- zaczęła.
- Wiem.- powiedziałam cicho.
- Dopóki nie zapytasz konkretnie o to nie może ci powiedzieć. A najgorsze jest to, że ja też nie mogę bo mnie wiąże inna obietnica.- wyjaśniła marszcząc brwi.- Radzę ci Sue przeszukać wszystkie swoje dokumenty. Nie koniecznie te nowe.- powiedziała poważnie po czym uśmiechnęła się promiennie.- Co mogę dla ciebie zrobić dzisiaj? Bo chyba przyszłaś do mnie z jakąś sprawą.
- A tak! Sekcja zwłok Blackwooda.- ożywiłam się spojrzałam na zegarek.- Muszę się śpieszyć za niedługo zaczynam kolejne zajęcia.
- Spokojnie.- Meggie wstała z biurka i podeszła do szafy na której starannie były ułożone segregatory.- Miałam wczoraj dużo czasu więc przeprowadziłam ją jeszcze raz.- wyciągnęła z jednego z nich plik kartek spiętych zszywaczem d papieru i podała mi je z uśmiechem.- Oto one.
- Dziękuję.- powiedziałam tak zaskoczona, że tylko stałam i patrzałam na nie. Po chwili podniosłam wzrok z powrotem na kobietę i uśmiechnęłam się.
- Mam na wszelki wypadek kopię.- puściła oczko.
- Naprawdę dziękuję. Do zobaczenia.- pożegnałam się.
- W razie czego dzwoń.- powiedział Luis uśmiechając się.
- Już niedługo.- powiedziała Meggie i zwróciła się do Luisa, który już zajął się swoimi wynikami.
Wyszłam z biura i ruszyłam do windy. Dzięki temu, że nie musiałam czekać na wyniki mam trochę czasu wolnego może pojechałabym na cmentarz do Jacka. Brakuje mi go. Ostatnio wcale go nie widziałam. Może chociaż tam go znajdę. Oddałam plakietkę w recepcji i wyszłam. Wyniki schowałam bezpiecznie w mojej torebce po czym wsiadłam do samochodu.
Zatrzymałam się pod drzewem na wąskiej asfaltowej drodze, która prowadziła przez cmentarz. Spojrzałam na niebo przez przednią szybę nachylając się nad kierownicą. Rano była piękna pogoda, a teraz niebo jest szare i chyba będzie padać. Otwarłam drzwi samochodu i wzięłam torebkę z siedzenia obok. Wysiadłam szukając wzrokiem nagrobku brata. Zamknęłam drzwi i zablokowałam zamek powoli ruszając w jego kierunku. Był niedaleko drogi więc nie trudno było go znaleźć. W gardle urosła mi gula. Denerwowałam się przed spotkaniem z nim. To po raz pierwszy odkąd wiem, że jest moim bratem. Do oczu napłynęły mi łzy kiedy zobaczyłam jaskrawą postać, ubraną na czarno wpatrującą się w napis na tablicy grobu. Podeszłam bliżej i omijając ją położyłam na grobie czerwoną różę. Podniosłam się i spojrzałam na chłopaka obok.
- Już wszystko wiesz, prawda?- zapytał cicho nie odwracając wzroku od nagrobka.
- Nie wszystko, ale dość dużo.- przyznałam spoglądając w niebo.
- Dylan się tobą zajmie?- usłyszałam po chwili ciszy.
- Nie mam pojęcia. Mama bardzo walczy żebym wróciła do niej. Nawet ściągnęła tu tatę, żeby tylko powstrzymać Dylana.- powiedziałam patrząc znów na chłopaka.
- Czyli tata wrócił. Ciekawe na jak długo?- westchnął.
- Dylan jej obiecał, że nic mi nie powie dopóki nie zapytam.- usiadłam na zielonej trawie.
- Zapewne pomysł taty. Wystarczy, że poszukasz w dokumentach i wszystko będzie jasne.- uśmiechnął się lekko.- Dasz sobie radę. Jesteś silna i to bardzo.
- Po kimś to mam.- uśmiechnęłam się szeroko.
- Sue, tylko bądź ostrożna. Duchy szepczą o tobie. Nie chcę żeby coś ci się stało.- spojrzałam na mnie z troską w oczach.
- Możesz być spokojny. Dylan dał mi taką obstawę, że praktycznie nigdzie nie mogę iść sama. Co trochę sprawdzają miejsca do których idę. Czuje się jak zwierze w klatce.- westchnęłam skubiąc źdźbło trawy.
- To dlaczego nikt tu z tobą nie przyjechał?- zapytał unosząc brew i siadając obok.
- Bo miałam jechać tylko po wyniki sekcji zwłok i zaraz wracać do szkoły, ale po spotkaniu z Meggie chciałam z tobą porozmawiać.- uśmiechnęłam się lekko.
Jack objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. To było dziwne uczucie. Czułam jego dotyk, ale nie czułam ciepła, zapachu czy oddechu na karku. To tak jakby był, a za razem nie było. Do oczu napłynęły mi łzy, a w gardle urosła gula. Tak bardzo mi go brakowało. To wszystko tak bardzo się komplikowało. Nie potrafiłam się skupić na śledztwie przez to co się działo w moim życiu prywatnym. Dylan przez to też zaniedbał obowiązki. Wtuliłam się w brata zamykając oczy. Wiedziałam, że za chwilę będę musiała wracać, ale nie potrafiłam tak po prostu odejść. O tak wiele spraw chciałam go teraz zapytać, chciałam znać jego zdanie, dostać wskazówki i jakieś dobre rady. Tak jak od zwykłego starszego brata. Wiatr zaszumiał w koronach drzew i nagle zrobiło się zimno. Moja intuicja biła na alarm. Oderwałam się od Jacka i rozejrzałam dookoła. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu przypisany do kontaktu Dylana. Odebrałam pospiesznie rozglądając się jeszcze raz. Jack również był czujny. Wstał powoli po czym pomógł i mnie wstać.
- Halo?- powiedziałam do słuchawki.
- Sue? Gdzie jesteś?- usłyszałam zdenerwowany głos Dylana.
- Na cmentarzu z Jackiem.- powiedziałam cicho rozglądając się. Jack chwycił mnie za rękę i ruszył w stronę samochodu rozglądając się czujnie.
- Cholera! Sue, czemu mi nie powiedziałaś?!- krzyknął, a ja się skrzywiłam odsuwając trochę telefon.
- Dylan nie denerwuj się. Jestem tu od pięciu minut i już miałam wracać.- wytłumaczyłam się i zaczęłam grzebać w torebce za kluczykami do samochodu.
- Miałaś nigdzie nie chodzić bez ochrony tymczasem ty nikomu nic nie mówiąc w środku zajęć jedziesz nie wiadomo gdzie!- krzyczy do słuchawki.
- Przepraszam. Wrócę do mieszkania, nie szukajcie mnie w szkole.- rozłączyłam się i walcząc ze łzami wyciągnęłam w końcu kluczyki do auta.- Będę się już zbierać.- wyszeptałam do Jacka.
- Wszystko dobrze?- zapytał zmartwiony.
- Tak. Dylan jest po prostu zły bo wyszłam bez ochrony.- posłałam mu słaby uśmiech i odblokowałam drzwi.
- Na pewno nic więcej?- zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Na pewno.- przytuliłam się przelotnie i otwarłam drzwi samochodu.- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, uważaj na siebie Suzie- powiedział patrząc jak zamykam drzwi, odpalam silnik i odjeżdżam.
Cały czas powstrzymywałam gorące łzy, które czaiły się pod powiekami. Na szybie pojawiły się drobne krople deszczu i z chwili na chwilę pojawiały się większe. Włączyłam wycieraczki i zwolniłam trochę. Przemierzałam opustoszałe ulice miasta. Pogrążona w myślach zaparkowałam na parkingu niedaleko mieszkania Dylana. Na sąsiednim miejscu stał jego czarny jaguar, a za nim motor Emila. Wysiadłam z samochodu i zablokowałam zamek w drzwiach. Nie zwracając uwagi na zimny deszcz powoli ruszyłam do środka. Wspięłam się po schodach na klatce po czym weszłam do mieszkania. Ściągnęłam buty i poszłam prosto do biura Dylana. Otwarłam drzwi i weszłam do środka. Za biurkiem siedział ubrany jak zawsze w garnitur Dylan, a naprzeciwko niego Nick. Koło okna stał Emil. Gdy tylko się pojawiłam oczy wszystkich zwróciły się w moją stronę. Bez słowa wyciągnęłam papiery i położyłam je na biurku. Dylan zmarszczył brwi i spojrzał na nie po czym przeniósł wzrok na mnie. Powoli odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia.
- Sue?- usłyszałam jego niepewny głos. Wszyscy przyglądali mi się zaskoczeni.
- Przepraszam.- powiedziałam tylko i wyszłam. Nie chciałam słuchać ich pretensji. Nie dałabym rady. Drzwi za mną otwarły się.
- Sue co się stało?- na korytarz wyszedł Dylan, a zaraz za nim Emil.
- Przecież przeprosiłam was już.- powiedziałam cicho idąc dalej.
- Słyszałem, ale...- zaczął mówić, ale urwał kiedy zamknęłam za sobą drzwi do pokoju.
Po moich policzkach spłynęły łzy. Nagle poczułam się tak bardzo wyczerpana. Osunęłam się na kolana po czym przewróciłam na włochaty dywan i zaczęłam płakać zwijając się w kłębek. Wciągu tych paru dni stało się tak dużo. Miałam już dość. Moje gówniane, ale w miarę spokojne życie nagle zamieniło się w sztorm, a ja byłam małą łódką pośrodku tych ogromnych fal. Nie myśląc wiele wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer. Po pierwszym sygnale usłyszałam głos w słuchawce.
- Tak, słucham?
- Mógłbyś przyjechać?- wychlipałam.
- Już jadę.- rozłączył się.
Schowałam telefon do kieszeni i objęłam kolana ramionami płacząc cicho. Słyszałam debatę dochodzącą z biura Dylana i to jak deszcz bębni w szybę. Niedługo po moim telefonie ktoś zadzwonił do drzwi. Słyszałam tylko jak Dylan otwiera i zaskoczony prowadzi gościa, aż pod moje drzwi. Rozlega się pukanie.
- Proszę.- wołam nie podnosząc się.
Słyszę jak drzwi się otwierają. Otwieram oczy i widzę Alexa wchodzącego do środka, a w progu zatroskanego Dylana. Chłopak był ubrany w czarne bojówki i zwykły czarny T-shirt. Włosy tym razem miał rozpuszczone. Jak tylko Alex wszedł zamknął za nim drzwi zostawiając nas samych. Wiedziałam, że to nie spodoba się Emilowi, ale potrzebowałam rozmowy z kimś bezstronnym. Potrzebowałam mojego przyjaciela, a nie współpracownika, chłopaka czy ojca. Rozpłakałam się jeszcze bardziej kiedy Alex podniósł mnie z podłogi i przytulił mocno głaszcząc po włosach.
- Już dobrze Sue.- wyszeptał siadając ze mną na łóżku.- Opowiedz mi co się stało.
- Już nie daje rady.- wydusiłam z siebie płacząc głośno.- To mnie przerasta. Dylan dał mi ochronę, okej, martwi się, ale bez przesady. Alex ja nigdzie nie mogę wyjść bez obstawy. Pojechałam dzisiaj wcześniej po wyniki i jeszcze dostałam za to, że nie wzięłam tej pierdolonej ochrony. Matka chce przede mną coś ukryć i na dodatek ściągnęła tu tatę. Dylan obiecał jej, że mi nic nie powie. Dowiedziałam się, że duch który mieszka w moim pokoju jest duchem mojego brata. Tęsknię za nim jak cholera, a kiedy jadę sama na cmentarz, żeby porozmawiać bez osób trzecich to dostaje mi się bo pojechałam bez obstawy. Do tej pory żyłam bez kontroli. Ja tak nie dam rady.- płacze i przytulam się do niego mocno.
- Spokojnie.- mówi tylko i głaszcze mnie po włosach.
- A na dodatek nie potrafię się skupić na tym śledztwie. Wszystko idzie nie tak jak trzeba. Już dawno powinnam je skończyć.- szlocham.
- Sue, nie bądź dla siebie zbyt surowa. Każdy ma prawo żeby zająć się swoimi problemami, a nie pracą. Szczerze ci powiem, że jesteś najsilniejszą osobą jaką znam. Wcześniej nie widziałem żebyś płakała. Większość osób poddaje się na samym początku. Ale nie ty.- powiedział tuląc mnie mocno. Ktoś zapukał do drzwi.- Proszę.- zawołał Alex.
- Sue czy mogłabyś przyjść na chwilę do biura.- usłyszałam za sobą głos Dylana. Otarłam policzki i wstałam.
- Jasne.- powiedziałam ruszając powoli do drzwi. Szłam powoli za Dylanem do jego biura. Gdy weszłam Emil zerwał się na równe nogi.- O co chodzi?- zapytałam cicho nie patrząc na nich.
- Nie wiem co się stało i dlaczego nie chcesz z nami rozmawiać. Pomyślałem, że po prostu zapytam.- powiedział nie pewnie Dylan.
- To nie jest coś z czym sobie nie dam rady.- powiedziałam podchodząc do biurka na którym leżały rozłożone papiery. Wzięłam je do ręki i przejrzałam szybko. Coś mi tu nie grało.- To wszystko co mamy z tej sprawy?- zapytałam podnosząc wzrok na chłopaków. Dylan zamrugał zdezorientowany.
- Tak, to wszystko co nam do tej pory dostarczyli.- powiedział przyglądając mi się uważnie.
- Alex!- zawołałam idąc powoli w stronę drzwi, kiedy na korytarz wyszedł chłopak.
- Tak?- zapytał lekko zaskoczony i podszedł do mnie obejmując w pasie jedną ręką i prowadząc z powrotem do biura.
- Kiedy jedziesz do pracy?- zapytałam zerkając ukradkiem na Emila. Był bardzo wkurzony tym gestem, ale chyba bardziej tym, że ja się nie odsunęłam.
- Za jakieś półgodziny, a co? Chcesz jechać ze mną?- zapytał z lekkim uśmiechem.
- Jak zwykle domyślny.- zaśmiałam się. Po moim smutku nie było śladu. Jego miejsce zajęła praca i myśli z nią związane.
- Jedziesz jako...?- spojrzał na mnie pytająco.
- Będę imprezować.- uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oko.- Emil pojedziesz ze mną czy mam wziąć Nicka?- odwróciłam się do chłopaka i posłałam mu znaczący uśmiech.
- Też pytanie.- prychnął, ale zauważyłam, że kąciki jego ust uniosły się w górę.
- To idę się ubrać odpowiednio. Alex chodź ze mną pomożesz mi coś wybrać.- powoli ruszyłam do wyjścia, a za mną Alex.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz