Chciałam się odezwać, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nikt mi nie musiał mówić kim jest ten mężczyzna. Wiedziałam od razu. A skąd? Bo wyglądałam identycznie. Ten facet był moim ojcem. Spojrzałam na Dylana. Wydawał się wnet przerażony. Mama miała niepewny wyraz twarzy, a babcia odwróciła się tak żeby nie napotkać mojego wzroku. Poczułam jak ktoś lekko wziął mnie za rękę.
- Sue, dobrze się czujesz?- wyszeptał Alex zaraz za mną.
- Muszę stąd wyjść.- powiedziałam ciągnąc Alexa za sobą i dając znak Dylanowi żeby szedł za mną.
Wbiegłam po schodach na górę i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju. Co on tu robił? Dlaczego przyjechał? Poczułam jak uginają mi się nogi. Upadłabym gdyby nie Alex który mnie podtrzymał, a po chwili wziął na ręce. Weszliśmy wszyscy do pokoju. W środku panował mrok i chwilę trwało nim moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Dostrzegłam jakąś postać opierającą się o parapet przy oknie. Gdy weszliśmy poruszyła się niespokojnie.
- Co jej się stało?- usłyszałam głos Emila.
- Nic mi nie jest.- wyszeptałam.
Czułam jak się trzęsę. Alex okrył mnie kocem i delikatnie pocałował w czubek głowy gładząc moje włosy. Emil przyglądał nam się uważnie, ale nie miałam siły tłumaczyć mu kim jest Alex. Spojrzałam na Dylana który usiadł na krześle przy burku ze wspartymi łokciami na kolanach i splecionymi palcami.
- To był mój tata, prawda?- zapytałam cicho patrząc na niego.
Dylan podniósł na mnie wzrok i chwilę siedział w milczeniu po czym odpowiedział cicho.
- Tak.
Na zewnątrz niebo rozbłysło, a chwilę później zagrzmiało. Co miałam zrobić? Nie miałam ochoty dzisiaj tutaj zostać. Dylan jakby czytał w moich myślach bo powiedział:
- Sue jeśli chcesz możesz dzisiaj być u mnie. Mam jeden wolny pokój. Myślę, że będziesz się w nim dobrze czuła.
- Dziękuję.- powiedziałam tylko.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie byłam w stanie myśleć. W głowie miałam tylko pustkę. Nagle po tylu latach się pojawił. Mama wiedziała. Wiedziała, że przyjedzie. Dlatego przestała pić. Teraz to ma sens. Nagle zaczęła się mną interesować i chciała zacząć kontrolować.
- Spakuje twoje rzeczy.- usłyszałam cichy głos Alexa zaraz koło siebie. Zadrżałam.- Usiądź przy niej proszę.- zwrócił się do stojącego przy oknie Emila, który cały czas nas obserwował.
Alex wstał i zapalił lampkę nocną. Wtedy zauważyłam, że na moich dłoniach coś lśni. Uniosłam je lekko po czym nie pewnie dotknęłam moich policzków. Były mokre od łez. Płakałam. Byłam w takim szoku, że nawet nie zauważyłam kiedy popłynęły mi łzy. Gdy Emil usiadł przy mnie zarzuciłam mu ręce na szyję i się rozpłakałam. Przyciągnął mnie do siebie sadzając na kolanach i przytulił mocno delikatnie gładząc moje włosy. Nie wiem ile czasu minęło zanim trochę ucichłam. Alex zdążył już spakować moje ubrania, kosmetyki i książki.
- Zaniosę to do samochodu.- powiedział do Dylana, który rozmawiał właśnie z kimś przez telefon.
- Włóż do bagażnika.- odpowiedział.- Nick dałbyś radę wpaść pod samochód Sue i odstawić go do mnie pod dom?- chwila ciszy.- Tak, tak. Dziękuję.
- Lepiej już?- usłyszałam cichy szept Emila tuż przy swoim uchu.
- Tak, dziękuję.- powiedziałam zachrypłym głosem.
- Chodź, zaprowadzę cię do auta.- powiedział delikatnie gładząc moje włosy.
Pokiwałam głową i powoli wstałam. Do pokoju wrócił Alex, a za nim szła moja mama z tatą. Ciężko mi było nawet tak o nim myśleć. Widzę go po raz pierwszy w życiu. Mama weszła do pokoju i stanęła niepewnie niedaleko drzwi. Ciemnowłosy mężczyzna oparł się o futrynę i przyglądał mi się przez chwilę, ale uwaga mamy była skupiona na Dylanie, który przybrał swoją opanowaną i rzeczową postawę. Podejrzewam, że tylko ja i Emil tak naprawdę wiedzieliśmy jak bardzo jest zdenerwowany. W pokoju zapadła cisza. Dyskretnie otarłam oczy z łez i starałam się wyglądać na silną i zdecydowaną, nie wiem jak mi to wyszło, ale chyba nie zbyt przekonująco bo podszedł do mnie Alex i obronnym gestem stanął pomiędzy mną a rodzicami. Emil znów zmierzył go wzrokiem, ale nic nie powiedział. Atmosfera w pokoju z chwili na chwilę stawała się co raz gęstsza. Mama lekko odchrząknęła.
- Dylan wiem co próbujesz zrobić, ale ci się to nie uda.- powiedziała w końcu po długiej ciszy.- Skontaktowałam się z biologicznym ojcem Sue, wczoraj kiedy dowiedziałam się, że z tobą pracuje. Oboje się nie zgadzamy żeby pracowała jako twój tajny detektyw i nie chcemy żebyś był jej opiekunem.- mówiła poważnym tonem.
- Decyzja nie należy do mnie. Sue ma już 18 lat i sama może decydować o tym z kim chce mieszkać, a zważając na to jakie warunki miała z tobą i to, że jej biologicznego ojca nie ma tutaj bo z tego co wiem ma nową rodzinę w Kalifornii, zaś jej dziadkowie, którzy jak mi się wydaje nie chcą mieć konfliktów z wami więc zgodzili się na wasze warunki również odpadają w tej sprawie.- zrobił małą pauzę i wstał.- Ja się nie boję walczyć o Sue. Wiesz jakie książki lubi czytać? Na co oszczędza? Kim chce zostać? Co lubi jeść?- zrobił krok w stronę mamy.- Jak się uczy? Jakie są jej mocne strony? Coś ci pokaże.- spojrzał na mnie i jego wzrok stał się ciepły.- Sue zadam ci pytanie. Musisz na nie odpowiedzieć w ciągu minuty, dobrze?- pokiwałam głową niezdolna wydusić z siebie słowa. Mój mózg wciąż przetwarzał informacje jakie usłyszałam od Dylana.- Pewien mężczyzna wcześnie przybył na przyjęcie i wypił trochę ponczu. Następnie szybko wyszedł. Wszyscy inni goście umarli z powodu zatrucia, a policja stwierdziła, że trucizna była właśnie w ponczu, co więcej znajdowała się tam już, gdy on pił poncz. Dlaczego ten facet się nie zatruł?- w pokoju zapadła cisza, a wszyscy spojrzeli na mnie.
Dlaczego ten mężczyzna się nie zatruł? Skro trucizna była w ponczu już gdy ona go pił powinien również się zatruć. Gdyby nie ten szczegół bardzo logiczne byłoby, że sam dodał trucizny do napoju, ale w takiej sytuacji jest to trochę trudniejsze. Hmmm... Napił się ponczu gdy była w nim trucizna. Może miał jakąś odtrutkę, ale to bardzo mało prawdopodobne. Mógł też wiedzieć który poncz jest zatruty, a który nie, ale wtedy zmarli by tylko ci ludzie którzy pili ten zatruty, a nie wszyscy. Chyba, że z ponczem było wszystko dobrze, a to dodatek zawierał truciznę. Co najczęściej dodaje się do ponczu? Lód! To lód zawierał truciznę. Uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam wzrok na Dylana z szerokim uśmiechem.
- Pomysł godny Agathy Christie.- uśmiechnęłam się szeroko.- Trucizna znajdowała się w kostkach lodu.
- Doskonale.- na twarzy Dylana pojawił się uśmiech, a w oczach zabłysła duma.- Sue powiedz mi, co teraz mówi twoja intuicja na temat tej sytuacji?
- Wydaje mi się, że mama nie zgodzi się z twoimi argumentami i będzie próbowała zatrzymać mnie w domu, mój biologiczny tata doradzi jej zadzwonić na policję, a dziadkowie nie będą chcieli brać w tym udziału więc za chwile wyjada jeśli już tego nie zrobili, ty natomiast postawisz na swoim i wyniknie z tego konflikt. Mama prawdopodobnie się z niego wycofa a inicjatywę przejmie mój tata.- skrzywiłam się przy tych słowach. Był dla mnie obcą osobą.- Moja intuicja podpowiada mi żeby dla świętego spokoju spędzić noc w domu.
- Na pewno chcesz tak zrobić?- zapytał spokojnie.
- Jeszcze nie wiem.- przyznałam po chwili ciszy.
W progu ktoś odchrząknął. Wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtą stronę. Do środka wszedł wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach. Nick. Uśmiechnęłam się na widok znajomej twarzy.
- Cześć wam.- powiedział z zakłopotanie masując kark.
- Nick.- powiedziałam z jeszcze większym uśmiechem.- Dawno cię nie widziałam. Mnóstwo rzeczy cię ominęło.- powiedziałam podchodząc do przyjaciela i podając mu rękę.
- No właśnie słyszałem o niezłej akcji wczoraj. Podobno mocno dokopałaś tamtemu facetowi.- zaśmiał się i dał mi lekkiego kuksańca w ramię.- Green stajesz się niebezpieczna.
- Może troszeczkę.- zaśmiałam się.- Czemu cię wczoraj nie było?
- Wybrałem się z Niną na wieczór poetycki.- uśmiechnął się krzywo.- Zasnąłem zaraz na początku.
Zaśmiałam się i choć był to wymuszony śmiech to zabrzmiał bardzo naturalnie. Nick był moją deską ratunkową której postanowiłam się kurczowo trzymać. No bo co miałam innego zrobić? Musiałam podjąć decyzję czy tak po prostu wyjść z domu czy zostać tutaj i czekać na kazanie rodziców. Wydawało mi się to takie śmieszne. Nigdy wcześniej nie miałam czegoś takiego i wydawało mi się, że to nie może być takie straszne, a teraz kiedy miałam taką sytuację nie wiedziałam co robić. Kiedyś sama dbałam o siebie, a teraz? Teraz kłóciłam się z rodzicami o moją pracę i o to gdzie mam dzisiaj spać.
- Susannah.- usłyszałam głos mamy. Użyła mojego pełnego imienia co nawet dla mnie zabrzmiało dziwnie. Odkąd pamiętam wszyscy mówili do mnie Sue. Spojrzałam na nią niechętnie.- Czy mogłybyśmy porozmawiać ze sobą na dole?
Zamrugałam lekko zdezorientowana. O czym chciała ze mną rozmawiać? Spojrzałam na Dylana który niemal niezauważalnie kiwnął głową. Znów przeniosłam wzrok na mamę i bez słowa powoli wyszłam na korytarz mijając w drzwiach tatę który przyglądał mi się uważnie. Szłam pierwsza, a mama zaraz za mną. Gdy powoli dochodziłyśmy do schodów usłyszałam ciężkie kroki na stopniach. Pociągnęłam ją za sobą do ściany i pokazałam, że ma siedzieć cicho. Dyskretnie zajrzałam na dół. Mężczyzna był wysoki i szczupły. Na twarzy miał czarną maskę, a w ręku trzymał broń. Mogłam wyciągnąć swoją, ale wtedy prawdopodobnie oboje byśmy do siebie celowali i nie mogłabym wykonać żadnego innego ruchu. Wzięłam głęboki oddech. Zostaje mi walka w ręcz. Czekałam z walącym sercem aż postawi nogę na ostatnim stopniu. Ten facet wybrał wyjątkowo zły dzień. Wstrzymałam oddech kiedy zobaczyłam czubek buta zaraz koło mnie. Gdy wysunął rękę z bronią złapałam za nią i przycisnęłam do roku ściny. Facet wrzasnął z bólu i puścił pistolet po czym wyskoczył na korytarz ratując swoją kość przed pęknięciem. Z pokoju wybiegli Dylan, Emil i Nick, a mama jak najszybciej uciekła w ich stronę chowając się do środka. Mężczyzna był dużo wyższy ode mnie prawdopodobnie dużo silniejszy. Uderzyłam z całej siły w jego splot słoneczny, a gdy się zgiął w pół bez tchu uderzyłam równo płaskimi dłońmi w jego uszy ogłuszając go. Facet oparł się o ścianę za sobą i osunął na podłogę. Ja oparłam się o ścianę naprzeciwko i zamknęłam oczy. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy.
- Mamo?!- zawołał wciąż z zamkniętymi oczami.- Nic ci nie jest?
- Nie.- usłyszałam cichy głos kawałek dalej.
Otwarłam oczy i spojrzałam w stronę drzwi do pokoju. Dylan stał już przy nieprzytomnym mężczyźnie i zakuwał go w kajdanki, Nick dzwonił prawdopodobnie po policję żeby go zabrali, a Emil stał oparty o ścianę z szerokim uśmiechem na ustach, a kiedy ja również się uśmiechnęłam odsunął się od ściany i powoli ruszył w moją stronę z tą swoja lekkością. Z każdym krokiem był bliżej mnie, a moje serce waliło co raz bardziej. Zatrzymał się kilka centymetrów ode mnie tak, że niemal od razu omiótł mnie jego zapach. Uniósł mój podbródek tak żebym na niego spojrzała. Patrzałam na niego, a on wodził wzrokiem po mojej twarzy, aż jego wzrok zatrzymał się na moich ustach. Odsunął się z szerokim uśmiechem satysfakcji, a ja zamrugałam oszołomiona. Odwrócił się do Dylana i pomógł mu wynieść nieprzytomnego mężczyznę.
- Mamo.- powiedziałam zachrypłym głosem patrząc w jej stronę.- Jadę do Dylana. Tak żebyś miała święty spokój.
- Sue nie możesz...- zaczęła, ale tata ją uciszył. Patrzał na mnie lekko mrużąc oczy.
- Kto cię tego nauczył?- zapytał tonem wyzutym z uczuć.
Otwarłam szerzej oczy. Tego ruchu nauczył mnie Jack. Już jakiś czas temu kiedy uczył mnie bronić się przed włamywaczami. A swoją drogą gdzie on się podziewał? Już dawno go nie widziałam.
- Nikt.- powiedziałam w końcu wzruszając ramionami.- Samo tak jakoś przyszło.
Mama spojrzała na niego zaniepokojona. Nie znałam go ani trochę, ale wiedziałam, że coś podejrzewa. Nick i Alex minęli mnie schodząc na dół. Prawdopodobnie chcieli nam dać chwilę prywatności.
- A więc mam żywe rodzeństwo?- zapytałam wzdychając i znów zamknęłam oczy opierając się o ścianę.
- Tak. Mam syna, ma na imię Ben.- powiedział niepewnie.
- Ben.- powtórzyłam lekko się uśmiechając.- Jest starszy czy młodszy?
- W twoim wieku.- usłyszałam po chwili ciszy.- Jego mama odeszła od nas kiedy miał trzy lata. Wyjechała z jakimś facetem do Nowego Jorku.
Wyczułam w tym małym wyznaniu chęć zbliżenia się. Nie byłam pewna czy do mnie czy do mamy, ale wiedziałam, że chciał się tym z kimś podzielić.
- Współczuję. Wiem jak się czuje Ben.- westchnęłam i odsunęłam się od ściany otwierając oczy.- Ale dzięki temu będzie silny.- uśmiechnęłam się i powoli ruszyłam na dół.
Poczułam jak łzy cisnął mi się do oczu. Nie wytrzymałabym tam ani minuty dłużej. Zamrugałam próbując je odgonić. Na dole błyskały policyjne światła z zewnątrz. Gdy zeszłam na dolny korytarz Nick rzucił mi policyjną kamizelkę i uśmiechnął się. Włożyłam ją na siebie i wyszłam z nim przed dom. Dookoła zebrała się spora gróbka gapiów. Policja starała się spisać zeznania sąsiadów na ten temat. Dylan kręcił się pomiędzy tym wszystkim z dużym kubkiem kawy, a Emil siedział koło jednego z funkcjonariuszy i coś mu tłumaczył gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko i ruszył w moją stronę. Nick zaraz gdzieś się ewakuował prawdopodobne do Dylana, a ja zostałam sama z Emilem. No prawie sama.
- Jak się czujesz?- zapytał tym swoim mrukliwym głosem nawijając na palec kosmyk moich włosów.
- Jeszcze w małym szoku, ale dobrze.- powiedziałam uśmiechając się.
- Nie można cie zostawić na pięć minut żebyś nie wpakowała się w kłopoty.- pokręcił głową z szerokim uśmiechem.
- To nie ja pakuję się w kłopoty, one same do mnie przychodzą.- zaśmiałam się lekko i delikatnie położyłam dłoń na jego klatce. Była taka ciepła.
- I jak ja mam się o ciebie nie martwić, hm?- zapytał szeptem pochylając się w moją stronę.
- Nie wiem.- wymruczałam cicho i pocałowałam go obejmując za szyję.
Poczułam jak jego mięśnie się napinają, a potem jak przyciąga mnie do siebie obejmując w talii, ale jak na złość to nie trwała długo i romantycznie tak jakbym tego chciała. Usłyszeliśmy ciche chrząknięcie. Odsunęłam się zaledwie na parę centymetrów bo na więcej mi nie pozwolił jego uścisk, wciąż mocno obejmując moją talię.
- Wybaczcie, że wam przerywam, ale musimy już jechać Sue.- powiedział Dylan z lekkim uśmiechem na twarzy. Pociągnął spory łyk kawy.
- Mogę później odwieźć Sue do ciebie.- zaproponował Emil delikatnie głaszcząc dół moich pleców.
- Dla ciebie mam zadanie. Niedaleko trwa pościg do którego potrzebują jednego motocyklisty. Obecnie kierują się na zachód za miasto Myślę, że to niegroźna i dość krótka akcja.- wyjaśnił upijając kolejny łyk kawy. Był naprawdę zdenerwowany.
- Zaraz ruszam.- usłyszałam tuż przy mim uchu.
Dylan oddalił się w stronę auta zostawiając nas samych. Deszcz na szczęście przestał już padać, ale wciąż lekko mżyło. Spojrzałam na Emila i uśmiechnęłam się lekko. Pogładziłam jego policzek.
- Innym razem dokończymy księżniczko.- pocałował mnie delikatnie i przytulił mocno.
- Uważaj na siebie.- wyszeptałam przy jego szyi.
- Obiecuję.- wyszeptał po czym odsunął się i ruszył w stronę motoru.
Do oczu znów napłynęły mi łzy, ale przegoniłam je mrugając szybko. Patrzałam jak Emil rusza z pobocza, a potem znika za zakrętem. Niechętnie odwróciłam się i ruszyłam do czarnego jaguara po drodze żegnając się z Alexem i Nickiem. Kiedy wsiadłam Dylan odpalił silnik i ruszył spod domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz